Psychologia mediów. Dlaczego ten głos nie pozwala Ci przełączyć?

Jedną z nocnych rozmów pamiętam nie jak stenogram, lecz jak… sens. Po niemal trzydziestu latach słowa mogły się trochę przesunąć, ale znaczenie zostało we mnie dokładnie tam, gdzie było. Prowadziłem wtedy Nocny Patrol, gdzieś przede mną ciągnęła się stara, betonowa A4, służbowy Centertel gubił zasięg, a noc robiła z drogi długi, ciemny tunel. Po jednym z wejść antenowych, na 19 kanale CB radia odezwał się do mnie kierowca. Nie pytał o objazd, wypadek ani pogodę. Powiedział mniej więcej tak, „Niech pan jeszcze mówi. Jadę sam i dobrze wiedzieć, że ktoś też jest na tej drodze”.

To zdanie nauczyło mnie o radiu więcej niż niejeden wykład z teorii mediów.

Człowiek nie zawsze włącza radio, żeby otrzymać wiadomość. Czasem chce usłyszeć, że świat po drugiej stronie szyby nadal istnieje, ktoś czuwa, noc ma jakiś porządek, a jego samotna podróż jest przez chwilę wspólnym doświadczeniem. Wtedy radio przestaje być urządzeniem, stacją, formatem i częstotliwością. Staje się obecnością.

Dzisiaj, kiedy patrzę na tamte lata jako psycholog, dziennikarz i onegdaj badacz mediów, lepiej rozumiem, co działo się pomiędzy moim mikrofonem a człowiekiem w jadącym gdzieś samochodzie. Właśnie ta niewidoczna przestrzeń jest dla mnie najciekawszym obszarem psychologii mediów. Nie sam komunikat, lecz to, co komunikat robi z uwagą, emocjami, pamięcią, poczuciem bezpieczeństwa i wyobraźnią odbiorcy.

Informacja mówi, co się wydarzyło. Psychologia mediów pyta, co wydarzyło się w człowieku, kiedy o tym usłyszał.

Psychologia mediów bada spotkanie bez spotkania

Psychologię mediów najczęściej definiuje się jako dziedzinę badającą relacje człowieka z mediami i technologią. Interesują ją uwaga, pamięć, emocje, motywacja, wpływ społeczny, identyfikacja, tworzenie nawyków, wiarygodność źródeł, odbiór przekazu i zachowania podejmowane pod jego wpływem. To definicja poprawna, ale brzmi trochę tak, jakby powstała w pomieszczeniu, w którym nigdy nie zapaliło się czerwone światło antenowe.

Dla mnie psychologia mediów jest nauką o spotkaniu, które odbywa się bez fizycznej obecności. Dziennikarz nie siedzi obok słuchacza, a jednak może wpłynąć na jego napięcie, ocenę sytuacji i decyzję. Potrafi go uspokoić, ostrzec, zirytować, przestraszyć albo skłonić do zatrzymania samochodu. Odbiorca nie zna prowadzącego prywatnie, lecz rozpoznaje jego sposób oddychania, tempo mowy, ironię, charakterystyczne pauzy oraz chwilę, w której głos nagle staje się poważniejszy.

Medium nie jest więc rurą, przez którą płynie gotowa informacja. Tworzy środowisko psychologiczne. Ten sam komunikat przeczytany w portalu, pokazany w telewizji i wypowiedziany nocą w radiu może zostać odebrany zupełnie inaczej, ponieważ każde medium inaczej zarządza czasem, uwagą, dystansem i wyobraźnią.

Psychologia mediów nie pyta wyłącznie, co powiedziałem. Pyta, dlaczego słuchacz zwrócił na to uwagę, jak nadał temu znaczenie, co zapamiętał, czego nie zrozumiał, komu zaufał i dlaczego następnego dnia ponownie włączył tę samą stację. Bada również drogę odwrotną, czyli sposób, w jaki reakcje publiczności, telefony, wiadomości i wyniki słuchalności zmieniają osobę siedzącą przy mikrofonie. Radio kształtuje słuchacza, ale słuchacz również kształtuje radio.

Radio nie pokazuje i właśnie dlatego pozwala zobaczyć

Telewizja daje odbiorcy gotowy kadr. Radio zostawia mu puste miejsce, które człowiek musi wypełnić własną wyobraźnią. Gdy mówię o mokrym asfalcie, niebieskim świetle odbijającym się w karoserii i ciszy po odjeździe karetki, każdy słuchacz tworzy inną scenę. Nie widzi dokładnie tego, co widziałem ja. Buduje obraz z własnych wspomnień, doświadczeń, lęków i dróg, którymi sam kiedyś jechał.

W tym sensie radio nie jest uboższą telewizją. Jest medium współtworzonym przez odbiorcę. Ma zresztą najtańszego i najbardziej pracowitego scenografa na świecie. Jest nim umysł słuchacza.

Badania Emmy Rodero nad przekazem audialnym pokazały, że opisowe efekty dźwiękowe i przestrzenne budowanie sceny mogą wzmacniać wyobrażenia mentalne oraz uwagę. Nie wynika z tego, że reportaż trzeba zasypać syrenami, trzaskaniem drzwi i dramatyczną muzyką. Dźwięk pozbawiony znaczenia szybko staje się hałasem. Pobudza, lecz niekoniecznie pomaga zrozumieć.

W Nocnym Patrolu naturalną scenografią były odgłosy drogi, deszczu, silnika, policyjnego radia i głosy ludzi obecnych na miejscu. Ich siła nie polegała na atrakcyjności technicznej. Potwierdzały obecność reportera. Mówiły słuchaczowi, że nie czytam komunikatu w ciepłym studiu, lecz jestem tam, gdzie właśnie dzieje się coś ważnego.

Dźwięk stawał się dowodem obecności, ale nigdy nie mógł zastępować sprawdzania faktów. Syrena w tle potwierdza, że przyjechały służby. Nie mówi jeszcze, kto zawinił, ile osób zostało poszkodowanych ani jaki będzie finał zdarzenia. Psychologia mediów uczy, że sugestywny dźwięk może wyprzedzić rozumienie. Dziennikarska odpowiedzialność nakazuje nie pozwolić, by emocjonalny obraz stał się ważniejszy od prawdy.

Głos dociera wcześniej niż argument

Zanim słuchacz zrozumie sens pierwszego zdania, zaczyna oceniać osobę, która je wypowiada. Phil McAleer, Alexander Todorov i Pascal Belin wykazali, że ludzie tworzą zaskakująco spójne pierwsze wrażenia dotyczące cech mówiącego już na podstawie bardzo krótkiego słowa. W ich eksperymencie trwające około czterech dziesiątych sekundy „hello” wystarczało, aby pojawiały się oceny związane między innymi z sympatią, wiarygodnością i dominacją.

Dla radiowca jest to wiadomość trochę niewygodna. Mikrofon nie przekazuje wyłącznie słów. Przekazuje napięcie, pośpiech, niepewność, protekcjonalność, znudzenie i sztuczną emfazę. Mogę napisać znakomite wejście, a potem unieważnić je tonem, który mówi słuchaczowi, że sam nie wierzę w czytany tekst. Mogę też wypowiedzieć zwyczajne zdanie w taki sposób, że odbiorca poczuje obecność człowieka, a nie pracownika obsługującego antenę.

Nie wierzę przy tym w jeden idealny „głos radiowy”. Przez lata rozgłośnie produkowały charakterystyczny ton prezentera, trochę zbyt gładki i trochę zbyt zachwycony wszystkim, jakby każda zapowiedź pogody była otwarciem festiwalu, a każda piosenka właśnie zmieniała historię muzyki. Prezenter, który przez trzy godziny udaje entuzjazm, zaczyna brzmieć jak człowiek sprzedający odkurzacz o trzeciej nad ranem.

Skuteczny głos powinien być zgodny z treścią, sytuacją i osobowością prowadzącego. W wiadomościach potrzebuję klarowności. W rozmowie spokoju i reaktywności. W relacji terenowej wiarygodnej energii. W nocnej audycji bliskości, która nie udaje poufałości. Autentyczność nie oznacza mówienia wszystkiego, co przyjdzie mi do głowy. Oznacza zgodność pomiędzy tym, co mówię, jak mówię i dlaczego w ogóle zabieram głos.

Słuchacz wraca po człowieka, którego właściwie nie zna

Badacze mediów od dawna opisują relacje paraspołeczne, czyli poczucie znajomości z osobą medialną mimo jednostronnego charakteru kontaktu. W radiu mechanizm ten działa wyjątkowo mocno, ponieważ znajomy głos wchodzi w prywatną przestrzeń człowieka. Towarzyszy mu w samochodzie, kuchni, pracy, nocnym dyżurze oraz wtedy, gdy w domu nie ma nikogo innego.

Alan Rubin i Mary Step, badając słuchaczy talk radio, zauważyli, że więź paraspołeczna z ulubionym prowadzącym wiązała się z częstszym i bardziej intencjonalnym słuchaniem. Odbiorcy częściej traktowali takiego gospodarza programu jako ważne źródło informacji i przypisywali mu wpływ na własne poglądy lub zachowania.

Z kolei Benedikt Spangardt, Nicolas Ruth i Holger Schramm pokazali eksperymentalnie, że osobowość radiowego prezentera może wpływać na zamiary słuchaczy wobec stacji. Ważnymi mechanizmami okazały się interakcja paraspołeczna i doświadczenie przepływu, czyli stan, w którym człowiek angażuje się w to, czego słucha, i nie ma potrzeby szukania kolejnego bodźca.

Nie wyciągam z tych badań wniosku, że prowadzący powinien produkować fałszywą bliskość. Słuchacze szybciej niż niejeden dyrektor programowy wyczuwają sztuczne ciepło, mechaniczny śmiech i poufałość tworzoną z instrukcji. Relacja powstaje przez powtarzalność, przewidywalność wartości, konsekwencję i drobne oznaki prawdziwej obecności.

Jeżeli o tej samej porze codziennie pojawia się znajomy głos, człowiek zaczyna włączać go do rytmu własnego dnia. Nie zna prezentera, ale wie, czego może się po nim spodziewać. Zaufanie w radiu jest więc mniej podobne do jednego wielkiego olśnienia, a bardziej do drogi, którą przejeżdża się wielokrotnie i po pewnym czasie zna każdy zakręt.

Radio na żywo ma przewagę chwili, której nie można odtworzyć

Podcast mogę zatrzymać, cofnąć i odłożyć na jutro. Radio na żywo wydarza się teraz. To jego ograniczenie i jednocześnie największa siła. Słuchacz wie, że po drugiej stronie mikrofonu także płynie czas. Może pojawić się nowa informacja, telefon, błąd, śmiech, cisza albo coś, czego nie przewidział żaden scenariusz.

Żywa antena tworzy wspólnotę chwili. Tysiące osób słyszą ten sam głos w tym samym momencie, chociaż znajdują się w różnych samochodach, domach i miastach. Nagranie może być doskonalsze technicznie, ale nie ma już ryzyka teraźniejszości. W radiu na żywo odbiorca uczestniczy w czymś, co powstaje również dla niego i przy nim.

Nieprzewidywalność trzeba jednak dawkować. Jeśli wszystko jest zapisane co do sylaby, audycja traci oddech. Gdy nic nie jest przygotowane, swoboda szybko zamienia się w chaos, a chaos rzadko bywa tak fascynujący, jak sądzi prowadzący, który go właśnie wyprodukował.

Dobry program na żywo potrzebuje konstrukcji wystarczająco mocnej, by utrzymać sens, i dostatecznie elastycznej, by dopuścić życie. W Nocnym Patrolu teraźniejszość była oczywista. Jechałem, widziałem, sprawdzałem i mówiłem. Dzisiaj przestrzegałbym jednak reporterów przed myleniem obecności z epatowaniem dramatem. Człowiek na miejscu wypadku nie staje się rekwizytem tylko dlatego, że dziennikarz ma mikrofon i dobre wejście antenowe.

Psychologia mediów bez etyki bardzo łatwo zmienia się w instrukcję skuteczniejszego naruszania cudzych granic.

Uwaga nie jest własnością prowadzącego

Radiowcy lubią mówić, że „mają słuchacza”. To wygodny język branżowy, ale psychologicznie fałszywy. Uwaga zawsze należy do odbiorcy i może zostać wycofana w dowolnej sekundzie. Słuchacz niczego mi nie obiecywał. Nie podpisał umowy, że wytrzyma pięć minut nudnego monologu tylko dlatego, że ja mam jeszcze dwie kartki tekstu.

Radio najczęściej towarzyszy innej czynności. Odbiorca prowadzi samochód, pracuje, gotuje, szuka kluczy, rozmawia z dzieckiem albo sprawdza telefon. Jego zasoby poznawcze są ograniczone, a nadawca konkuruje nie tylko z inną stacją, lecz także z całym światem.

Modele ograniczonej pojemności przetwarzania przekazów medialnych przypominają, że człowiek dysponuje skończoną ilością zasobów potrzebnych do zauważania, rozumienia i zapamiętywania informacji. Z tego powodu większa liczba bodźców nie zawsze oznacza większą uwagę. Szybszy montaż, głośniejszy podkład, cztery nazwiska, pięć liczb i trzy poboczne historie mogą pobudzić, a jednocześnie utrudnić zrozumienie.

Badania Emmy Rodero nad tempem, intonacją i gęstością informacji w przekazach radiowych prowadzą do praktycznego wniosku, który intuicyjnie zna wielu dobrych prezenterów. Mowa powinna być wystarczająco dynamiczna, aby nie zgubić uwagi, lecz na tyle umiarkowana, by odbiorca zdążył zbudować znaczenie. Szybkość nie zawsze jest energią. Czasem jest jedynie lękiem prowadzącego przed ciszą.

Dlatego w radiu na żywo potrzebne jest krótkie resetowanie kontekstu. Przypominam, o czym mówimy, nazywam jedną najważniejszą myśl, oddzielam fakt od komentarza i nie zakładam, że każdy słucha od początku. Radio jest strumieniem, do którego ludzie wchodzą w różnych miejscach. Prowadzący musi budować mosty dla spóźnionych, nie zanudzając tych, którzy są z nim od pierwszej minuty.

Nie ma nudnych tematów, są tematy bez stawki

Utrzymanie słuchacza nie polega na ciągłym podnoszeniu napięcia. Gdy wszystko jest szokujące, niewiarygodne, przełomowe i już za chwilę, po pewnym czasie nic nie jest ważne. Ludzka uwaga reaguje na niepewność, zmianę oraz obietnicę uzyskania odpowiedzi. Zaufanie reaguje natomiast na to, czy nadawca dotrzymuje złożonej obietnicy.

Przed wejściem antenowym zadałbym sobie pięć prostych pytań. Do kogo teraz mówię? Dlaczego ten człowiek ma zostać ze mną przez następną minutę? Jaki jeden obraz albo sens powinien zapamiętać? Jaką obietnicę dalszego ciągu składam? W którym momencie ją domknę?

To mój autorski model pracy, wynikający z doświadczenia radiowego i późniejszego patrzenia na komunikację oczami psychologa. Nie potrzebuję do niego magicznych technik wpływu. Potrzebuję dyscypliny i świadomości, że każde wejście zabiera słuchaczowi fragment uwagi, za który powinien otrzymać coś wartościowego.

Dobre otwarcie nie musi krzyczeć. Może rozpocząć scenę, nazwać zmianę, zadać uczciwe pytanie albo powiedzieć odbiorcy, dlaczego sprawa dotyczy właśnie jego. Następnie trzeba poprowadzić myśl w czytelnym rytmie, dać jeden konkretny detal i doprowadzić do znaczenia.

Jeżeli zapowiadam odpowiedź, powinienem jej udzielić. Niedomknięcie bywa sztuką. Notoryczne zwodzenie odbiorcy jest tylko zużywaniem zaufania.

Każdy format radiowy odpowiada na inną potrzebę

Poranny program buduje rytuał i orientację. Słuchacz budzi się, sprawdza pogodę, sytuację na drogach, najważniejsze wydarzenia i emocjonalny klimat dnia. Prowadzący nie musi być najzabawniejszą osobą w kraju. Powinien pomóc człowiekowi przejść z prywatnego półsnu do społecznej rzeczywistości. Duet może tu działać znakomicie, jeśli rozmowa ma prawdziwą dynamikę, a nie jest zawodami w głośnym śmianiu się z żartów, których nikt poza studiem nie zrozumiał.

Drive time, czyli pasmo powrotów, opiera się na użyteczności i regulowaniu napięcia. Kierowca jest zmęczony, przeciążony, czasem zły. Potrzebuje informacji krótkiej, lokalnej i możliwej do zastosowania, ale także głosu, który nie dodaje chaosu do chaosu. Nocny Patrol i Dzienny Patrol wyrastały właśnie z takiej realnej potrzeby, zanim aplikacje zaczęły prowadzić człowieka przez każdy korek.

Talk radio i phone-in wykorzystują potrzebę uczestnictwa, identyfikacji oraz konfrontowania własnego zdania z opiniami innych. Telefon od słuchacza zmienia audycję z monologu w wydarzenie społeczne. Gospodarz musi jednak potrafić słuchać, nazywać główną myśl rozmówcy i pilnować granic. Upokorzenie dzwoniącego może chwilowo pobudzić publiczność, lecz wszystkich pozostałych uczy, że antena nie jest bezpiecznym miejscem wypowiedzi.

Newswheel, czyli powtarzalny cykl wiadomości, pogody, ruchu i krótkich rozmów, odpowiada na sposób korzystania z radia informacyjnego. Człowiek wchodzi do strumienia na kilka lub kilkanaście minut. Powtórzenie nie jest tutaj wadą, ale architekturą formatu, pod warunkiem że najważniejsze informacje pozostają klarowne, a kolejne aktualizacje rzeczywiście coś wnoszą.

Nocna audycja rozmowna działa inaczej. Tempo może zwolnić, pytania mogą stać się głębsze, a cisza przestaje być techniczną katastrofą. Badania nad codziennymi praktykami słuchania prowadzone przez Amandę Krause wskazują, że odbiorcy mogą wiązać radio z komfortem, wspólnotą, relaksem i regulowaniem nastroju. Prezenter nie zastępuje realnej relacji, lecz może sprawić, że samotna przestrzeń nie będzie całkiem pusta.

Reportaż i feature radiowy uruchamiają uwagę narracją, bohaterem, konfliktem, dźwiękiem i zmianą. Tutaj odbiorcy nie zatrzymuje konkursowe pytanie, lecz potrzeba poznania dalszego losu człowieka. Format muzyczny z wyrazistym prowadzącym opiera się natomiast na kuratorstwie i tożsamości. Słuchacz może znaleźć piosenkę sam, ale wraca do osoby, której gust, wiedza i sposób opowiadania pomagają mu tę piosenkę przeżyć.

Słuchacza przy mikrofonie utrzymuje się słuchaniem

Jeżeli mówiąc o słuchaczu przy mikrofonie, mam na myśli także osobę, która dodzwoniła się do programu, najważniejszym narzędziem prowadzącego nie jest kolejne pytanie. Jest nim dowód, że poprzednia odpowiedź została naprawdę usłyszana.

Używam imienia, krótko odzwierciedlam sens wypowiedzi, dopytuję o jeden konkret i pozwalam sobie na sekundę ciszy. Rozmówca nie może czuć, że stał się tylko trampoliną do następnej efektownej kwestii gospodarza.

Na żywo szczególnie łatwo pomylić dynamikę z przerywaniem. Dobre tempo rozmowy nie polega na tym, że nikt nie kończy zdania. Powstaje wtedy, gdy pytanie prowadzi do odpowiedzi, odpowiedź wpływa na kolejne pytanie, a odbiorca słyszy rozwój rozmowy, nie odczytywanie przygotowanej listy.

Psycholog powiedziałby, że człowiek angażuje się mocniej, gdy doświadcza sprawczości i bycia rozumianym. Radiowiec może powiedzieć to prościej. Najlepsza rozmowa zaczyna się wtedy, gdy prowadzący przestaje czekać wyłącznie na własną kolej mówienia.

Dane pokazują zasięg, ale nie tłumaczą całej więzi

Według danych Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w drugim kwartale 2026 roku radia słuchało codziennie blisko 63 procent Polaków w wieku od 15 do 75 lat, czyli około 18,4 miliona osób. Przeciętny czas słuchania wynosił cztery godziny i siedem minut. Te liczby przeczą łatwej opowieści o śmierci radia. Pokazują również, że walka o uwagę nie dotyczy medium marginalnego.

Jako badacz nie zatrzymałbym się jednak na zasięgu i udziale w czasie słuchania. Pytałbym, w której minucie ludzie odchodzą, po jakim typie wejścia wracają, jakie tematy uruchamiają telefony, czy odbiorcy zapamiętują główną informację i czy potrafią rozpoznać wartości programu. W transmisji internetowej można analizować retencję, momenty odpływu, ponowne uruchomienia i aktywność wokół audycji. W klasycznym radiu pozostają badania słuchalności, eksperymenty programowe, dzienniczki, telefony, wiadomości i jakościowe rozmowy ze słuchaczami.

Żaden wskaźnik nie powinien jednak udawać człowieka. Wysokie pobudzenie może zatrzymać odbiorcę, ale nie musi budować zaufania. Kontrowersja potrafi zwiększyć liczbę komentarzy, a jednocześnie obniżyć wiarygodność prowadzącego. Psychologia mediów pomaga interpretować dane, ponieważ pyta nie tylko, czy słuchacz został, lecz także w jakim stanie emocjonalnym został i co zabrał ze sobą po wyłączeniu odbiornika.

Psychologia mediów nie jest nazwą manipulacji

Wiedzę o uwadze można wykorzystać do klarowniejszego informowania albo do konstruowania coraz skuteczniejszych przynęt. Wiedzę o emocjach da się zastosować, by odpowiedzialnie opowiedzieć o tragedii, albo by wycisnąć z niej kilka minut sensacji. Mechanizm może być podobny, lecz intencja, sposób użycia i konsekwencje pozostają zupełnie inne.

Jako psycholog i dawny reporter uważam, że skuteczność nie może być jedynym kryterium dobrej pracy medialnej. Prowadzący wpływa na pobudzenie odbiorcy, jego poczucie zagrożenia, ocenę innych ludzi i społeczną temperaturę rozmowy. W sytuacji kryzysu powinien oddzielać fakty od hipotez, unikać niepotrzebnej drastyczności, nie diagnozować ludzi na odległość i nie zmieniać cudzego cierpienia w dekorację własnego programu.

Paradoksalnie właśnie takie ograniczenia pomagają budować długotrwałą uwagę. Odbiorca może na chwilę zatrzymać się przy krzyku, ale wraca do miejsca, w którym spodziewa się sensu. Radio nie wygra z algorytmami, stając się bardziej agresywnym algorytmem. Może wygrać żywą odpowiedzialnością, lokalnością, niepowtarzalnością chwili i głosem, który potrafi być blisko bez przekraczania granic.

Krzyk zatrzymuje na moment. Wiarygodność przyprowadza słuchacza jutro.

Po drugiej stronie mikrofonu zawsze jest jedna osoba

Badania pokazują miliony słuchaczy, lecz przy mikrofonie nie wolno mówić do milionów. Tłum nie ma kuchni, samochodu, bezsennej nocy ani drogi do domu. Ma je pojedynczy człowiek. To właśnie do niego mówię.

Psychologia mediów daje dziennikarzowi język potrzebny do zrozumienia tego, co dobry radiowiec często przeczuwał intuicyjnie. Uwaga jest ograniczona. Głos tworzy pierwsze wrażenie szybciej niż argument. Wyobraźnia słuchacza stanowi część przekazu. Powtarzalność buduje rytuał. Autentyczność nie oznacza braku przygotowania. Napięcie wymaga domknięcia. Relacja jest ważniejsza od popisu, a słuchanie bywa potężniejszym narzędziem niż mówienie.

Gdybym miał dzisiaj ponownie zapalić czerwone światło i rozpocząć program na żywo, przygotowałbym fakty, konstrukcję oraz pierwsze zdanie. Resztę zostawiłbym uważności. Bo słuchacza nie utrzymuje się przy radiu siłą. Daje mu się powód, żeby został.

Radio zaczyna się przy mikrofonie, ale wydarza się dopiero w człowieku.

Robert Erben Błaszczyk

Psycholog, psychotraumatolog, dziennikarz i badacz mediów, twórca Nocnego Patrolu, Dziennego Patrolu i Powietrznego Patrolu Radia Klakson.

Wybrane źródła i opracowania

American Psychological Association, Society for Media Psychology and Technology, materiały dotyczące zakresu psychologii mediów

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, „Ranking liderów rynku radiowego w II kwartale 2026”, 16 lipca 2026

Komitet Badań Radiowych, „Raport RADIO 2025”

McAleer P., Todorov A., Belin P., „How Do You Say ‘Hello’? Personality Impressions from Brief Novel Voices”, PLOS ONE, 2014

Rodero E., „See It on a Radio Story. Sound Effects and Shots to Evoked Imagery and Attention on Audio Fiction”, Communication Research, 2012

Rubin A. M., Step M. M., „Impact of Motivation, Attraction, and Parasocial Interaction on Talk Radio Listening”, Journal of Broadcasting and Electronic Media, 2000

Spangardt B., Ruth N., Schramm H., „How Radio Presenter Personalities Influence Listeners’ Interactions with Radio Stations”, Journal of Radio and Audio Media, 2016

Krause A. E., „The Role and Impact of Radio Listening Practices in Older Adults’ Everyday Lives”, Frontiers in Psychology, 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *