Tag: radio

  • Kto nam gra w drodze

    Kto nam gra w drodze

    W XX wieku podróżowaliśmy z radiem, kasetami i płytami. W XXI dołączyły streaming, podcasty i audiobooki dostępne z telefonu, ale wcześniejsze sposoby słuchania nie zniknęły. Najciekawsza zmiana dotyczy tego, kto wybiera nam następny dźwięk i czego właściwie od niego oczekujemy.

    Kaseta z własną składanką była deklaracją niezależności. Można było nie znać słowa „personalizacja”, nie posiadać konta użytkownika i nie akceptować regulaminu. Wystarczyło przygotować nagranie, zabrać je do samochodu i przez najbliższą godzinę nie zdawać się na gust człowieka w radiowym studiu.

    Dlatego opowieść, że w XX wieku wszyscy słuchali tego, co nadawało radio, a dopiero internet pozwolił wybierać, wymaga poprawki. Kierowcy potrafili układać sobie podróż muzycznie na długo przed pojawieniem się Spotify.

    Równie nieostrożna jest druga popularna historia. Ta, w której telefon wjeżdża do samochodu, a radio grzecznie opuszcza pojazd.

    W rzeczywistości kilka sposobów słuchania podróżuje razem. Jeden człowiek może rano włączyć wiadomości, po południu własną muzykę, a podczas dłuższego wyjazdu rozmowę, na którą wcześniej nie miał czasu. Nie zmienia przy tym pokolenia ani światopoglądu. Zmienia potrzebę.

    Żeby zrozumieć samochodowe audio, warto więc przyjrzeć się nie tylko urządzeniom. Równie dużo mówi o nim przycisk, którego używamy, kiedy mamy już dość.

    Radio przywoziło świat

    Nie ma jednego brzmienia XX wieku. Samochód z lat trzydziestych i samochód z końca lat dziewięćdziesiątych należą do tego samego stulecia, lecz do bardzo różnych światów medialnych. Nie można też sprowadzić polskiej historii słuchania do amerykańskiej.

    Dobrym punktem orientacyjnym jest rok 1930. Galvin Manufacturing Corporation wprowadziła wtedy odbiornik Motorola, zaliczany przez firmową historię do pierwszych samochodowych radioodbiorników, które odniosły sukces komercyjny. To ostrożniejsze i uczciwsze określenie niż obwoływanie go bez zastrzeżeń pierwszym radiem w samochodzie. Motorola Solutions, historia firmy.

    Znaczenie odbiornika można jednak wyjaśnić bez konkursu na pierwszeństwo. Do wnętrza auta docierał program tworzony gdzie indziej i słuchany w tym samym czasie przez innych ludzi. Muzyka sąsiadowała ze słowem. Wiadomość, komentarz, transmisja sportowa czy audycja rozrywkowa miały określoną porę.

    Kierowca wybierał spośród dostępnych stacji. W obrębie wybranego programu przyjmował kolejność ustaloną przez redakcję. To podstawowa cecha radia linearnego, czyli takiego, którego ramówka biegnie niezależnie od pojedynczego odbiorcy.

    Miało to oczywiste ograniczenia. Piosenka mogła się nie podobać, rozmowa nudzić, a interesująca audycja kończyć akurat wtedy, gdy człowiek rozpoczynał podróż. Miało też szczególną zaletę. Nie trzeba było zarządzać każdym kolejnym wyborem.

    Radio proponowało pewną umowę. Zostań, a przeprowadzimy cię przez najbliższy fragment dnia.

    Dla jednych była to wygoda. Dla innych powód, żeby poszukać kasety.

    Własna muzyka przed internetem

    Kaseta pozwalała wnieść do samochodu własny porządek. Album ulubionego wykonawcy, składankę przygotowaną na wyjazd, nagranie otrzymane od kogoś bliskiego. Nie trzeba było czekać, aż redakcja przypomni sobie o konkretnej piosence.

    Można było słuchać kolejny raz tego samego. Można było też zaplanować kolejność utworów, zamiast traktować muzykę jako przypadkowe wypełnienie drogi.

    Z perspektywy dzisiejszych aplikacji to rozwiązanie skromne. Z perspektywy słuchacza istotna część obietnicy już istniała. Moja muzyka, mój moment, moja kolejność.

    Płyta kompaktowa rozwijała tę możliwość. Samochodowe CD nie jest wynalazkiem XXI wieku. W raporcie rocznym Sony za 1985 rok firma informowała, że Nissan zastosował jej odtwarzacze CD w swoich samochodach. To dokument z epoki, potwierdzający obecność rozwiązania, choć nie jego powszechność na wszystkich rynkach. Sony, „Annual Report 1985”, s. 6.

    Zmieniała się wygoda wyboru. Na płycie można było przejść do określonego utworu bez szukania go przez przewijanie taśmy. Nadal jednak należało mieć przy sobie nośnik.

    Warto zatrzymać się przy tej zwyczajnej czynności. Zabranie kilku kaset albo płyt było decyzją podjętą przed podróżą. Późniejszy wybór mieścił się w granicach tego, co leżało w schowku.

    Dzisiaj katalog może być znacznie większy, lecz sama potrzeba pozostaje rozpoznawalna. Chcemy czasem usłyszeć dokładnie to, co znamy. Nie coś podobnego. Nie propozycję redakcji. Ten utwór.

    Nostalgia łatwo robi z dawnych ograniczeń zalety. Nie ma jednak powodu udawać, że przewijanie taśmy było wygodniejsze od wskazania nagrania. Ważniejsza jest ciągłość. Słuchacz nie czekał na internet, żeby mieć własny gust.

    Kierowca chciał także wiedzieć

    Samochodowe radio nigdy nie musiało ograniczać się do muzyki. Droga wytwarzała własne zapotrzebowanie na informacje. Co wydarzyło się przed nami? Dlaczego stoimy? Czy komunikat dotyczy naszej trasy?

    W Polsce trwałym przykładem tej specjalizacji jest „Radio Kierowców”, audycja obecna w Programie 1 Polskiego Radia od 1974 roku. Jej nazwę przywołano później przy tworzeniu całodobowego Polskiego Radia Kierowców, dostępnego również przez internet i DAB+. Nie należy utożsamiać daty narodzin audycji z początkiem osobnej stacji. Policja, „Pierwsze urodziny Polskiego Radia Kierowców”.

    W informacji drogowej szczególnie wyraźnie widać wartość czasu i miejsca. Wiadomość może być prawdziwa, lecz dla konkretnego kierowcy już nieprzydatna. Może też dotyczyć zdarzenia odległego, które za godzinę wpłynie na jego podróż.

    Dzisiaj aplikacja nawigacyjna potrafi odnieść informację o ruchu do wybranej trasy. Zmienia to oczekiwania wobec komunikatu radiowego. Ogólna lista utrudnień konkuruje z informacją przygotowaną dla konkretnego przejazdu.

    Nie wynika z tego, że redakcja stała się zbędna. Jej zadanie można widzieć szerzej. Sprawdzić przyczynę, rozróżnić potwierdzoną wiadomość i pogłoskę, wyjaśnić skalę zdarzenia, poprawić wcześniejszy błąd.

    Na mapie potrzebujemy wiedzieć, którędy jechać. Od dziennikarza możemy oczekiwać również odpowiedzi, co się właściwie wydarzyło.

    Ta różnica ma znaczenie także poza drogą. Automatyczna informacja i odpowiedzialnie opracowana wiadomość nie są tym samym produktem.

    Telefon nie oznacza końca radia

    W XXI wieku do samochodu zaczęliśmy wnosić coraz większą część własnego środowiska medialnego. Muzykę, zapisane nagrania, subskrybowane audycje, książki i możliwość kontynuowania odsłuchu.

    Wyraźnym punktem tej historii jest prezentacja Apple CarPlay z 3 marca 2014 roku. Już ówczesny komunikat wymieniał muzykę, podcasty, audiobooki oraz aplikacje Spotify i iHeartRadio. Telefon miał udostępniać różne rodzaje treści przez samochodowy interfejs. Apple, komunikat o premierze CarPlay.

    Powstaje jednak pułapka językowa. „Słucham przez telefon” opisuje urządzenie, a niekoniecznie treść. Przez telefon można odbierać audycję radiową na żywo. Podcast może być produkcją rozgłośni. Nagranie dostępne na platformie wideo można odbierać jako dźwięk.

    Z kolei słowo „radio” bywa nazwą całego urządzenia na desce rozdzielczej, choć akurat odtwarza ono plik. Pytanie „radio czy internet?” często ustawia naprzeciw siebie rzeczy należące do różnych kategorii.

    Badanie The Infinite Dial 2025 pokazuje współistnienie źródeł. Wśród dorosłych mieszkańców USA, którzy w ostatnim miesiącu prowadzili samochód lub byli pasażerami, korzystanie z poszczególnych źródeł w głównym użytkowanym aucie deklarowano następująco.

    ŹródłoOdsetek
    Radio AM/FM74%
    Audio online55%
    Podcasty31%
    Płyty CD24%

    To deklaracje korzystania, nie udziały w czasie słuchania. Kategorie mogą się nakładać; wyników nie sumujemy. Nie opisują też Polski. Edison Research, „The Infinite Dial 2025”, slajd „Audio Sources Currently Used in Car”.

    Technologia nie wymienia całej publiczności wraz z premierą kolejnego interfejsu. Nowe możliwości dołączają do istniejących przyzwyczajeń. Samochód okazuje się miejscem, w którym różne epoki potrafią całkiem zgodnie współpracować.

    Czego dowodzą liczby

    W polskim badaniu Total Audio 2025 odbiornik samochodowy wskazano jako najczęściej używane urządzenie do słuchania radia w ciągu dnia, z wynikiem 50%. Nie oznacza to połowy całego samochodowego audio. Badanie obejmowało 2234 osoby w wieku 15–75 lat, a opis wyników opublikowano w kwietniu 2026 roku. Potwierdza znaczenie auta dla radia, nie rozstrzyga pełnego podziału słuchania podczas jazdy. KBR, „Total Audio 2025”.

    Podobnej ostrożności wymagają atrakcyjne nagłówki z zagranicy. Według publikacji Edison Research at SSRS z 9 września 2026 roku radio AM/FM, łącznie ze streamingiem stacji, odpowiadało za 70% czasu samochodowego słuchania audio z reklamami wśród Amerykanów w wieku 13–34 lat. To nie 70% całego audio. Pomiar obejmuje także pasażerów. Edison Research at SSRS, „Riding with Radio”.

    Po usunięciu tych zastrzeżeń powstaje mocniejszy slogan. Niestety, opisuje już coś innego.

    Nie mamy tu porównywalnego szeregu pomiarów, który pokazywałby, minuta po minucie, zmianę słuchania polskich kierowców od połowy XX wieku do dzisiaj. Dokumentacja urządzeń mówi, co było możliwe. Badania odbiorców mówią, z czego deklarowali korzystanie albo ile czasu temu poświęcali. To różne poziomy wiedzy.

    Podobnie nie można uczciwie stworzyć jednej listy gatunków muzycznych dla całego stulecia. Rock, pop, muzyka taneczna czy klasyczna nie stają się automatycznie muzyką kierowców tylko dlatego, że były popularne poza samochodem.

    Najpewniejsza odpowiedź dotyczy więc rozszerzenia repertuaru sposobów słuchania. Muzyka i mówiony program radiowy zyskały liczniejszych konkurentów dostępnych na żądanie. Jednocześnie starsze formy zachowały użytkowników.

    Słowo „naprawdę” wymaga tu mniej efektownej odpowiedzi niż opowieść o jednej wielkiej rewolucji. W różnych samochodach, przy różnych okazjach, słucha się różnych rzeczy.

    Kto wybiera następny dźwięk

    Proponuję spojrzeć na tę historię przez trzy sposoby podejmowania decyzji.

    Pierwszy oddaje wybór redakcji. Włączamy program i pozwalamy komuś ułożyć najbliższe minuty. Dobry prowadzący, sensowna selekcja tematów i wiarygodne wiadomości mogą uzasadniać pozostanie przy stacji.

    Drugi opiera się na własnym wyborze. Dawniej mogła to być kaseta. Dzisiaj konkretny album, pobrany audiobook albo odcinek podcastu. Wspólną cechą jest wskazanie treści, której właśnie chcemy.

    Trzeci polega na przyjmowaniu kolejnych propozycji platformy. Zaczynamy od czegoś wybranego samodzielnie, a potem pozwalamy systemowi podpowiadać dalszy ciąg. To odmienna sytuacja od odtwarzania starannie ułożonej własnej listy, nawet jeśli obie mieszczą się w tej samej aplikacji.

    Te sposoby nie odpowiadają trzem pokoleniom ludzi. Możemy korzystać ze wszystkich.

    Zwolennik radia słusznie zauważy, że ogromny wybór nie zastępuje dobrego programu. Zwolennik streamingu równie słusznie odpowie, że przywiązanie do medium nie usprawiedliwia nudnej anteny, powtarzalności i nadmiaru reklam.

    Obie uwagi prowadzą do konkretnego wymagania. Trzeba dać człowiekowi powód, żeby został.

    Podcast może wygrać ciągłością opowieści. Własna muzyka trafnością wyboru. Radio aktualnością, charakterem prowadzącego i poczuciem uczestniczenia w czymś, co dzieje się właśnie teraz. Żadna z tych zalet nie działa automatycznie tylko dlatego, że na ekranie widnieje właściwa nazwa.

    Pozostaje jeszcze zwyczajna rozmowa z pasażerem albo cisza. Badania rynku audio nie powinny przesłaniać faktu, że podróż nie musi być nieprzerwanym odsłuchem.

    W XX wieku wybór bywał ograniczony do dostępnych stacji i zabranych nagrań. W XXI może sięgać daleko poza zawartość schowka. Nadal jednak oceniamy to, co płynie z głośników, w bardzo konkretnych okolicznościach. Podczas krótkiego dojazdu, wielogodzinnej trasy, samotnej podróży albo wspólnego wyjazdu.

    Radio nie zachowa miejsca w samochodzie za zasługi. Aplikacja nie otrzyma całej naszej uwagi za samą nowoczesność.

    Ostatecznie po obu stronach tej historii pozostaje człowiek, który może powiedzieć: tego chcę jeszcze posłuchać.


    Robert J Błaszczyk
    Dziennikarz · autor Nocnego Patrolu · psycholog · psychotraumatolog

    Jestem dziennikarzem, autorem Nocnego Patrolu i rodowitym wrocławianinem. Na ERBEN.PL piszę o radiu, drogach, historii i człowieku wobec wydarzeń, które zmieniają codzienność. Łączę perspektywę reporterską z wiedzą psychologiczną i zainteresowaniem komunikacją.

    Prowadzę konsultacje psychologiczne i psychotraumatologiczne online. Pomagam uporządkować trudności związane ze stresem, przeciążeniem emocjonalnym, relacjami i następstwami trudnych doświadczeń oraz ustalić możliwe kolejne kroki.

    W pracy wykorzystuję psychoedukację, analizę funkcjonalną zachowania, dialog motywacyjny oraz elementy podejścia poznawczo-behawioralnego i skoncentrowanego na rozwiązaniach. Dobieram sposób pracy do sytuacji, potrzeb i celu konsultacji.

    Łączę przygotowanie psychologiczne i psychotraumatologiczne, obejmujące suicydologię, z doświadczeniem dziennikarza, coacha, wykładowcy i eksperta komunikacji. Na Psycholog.CLICK przekładam wiedzę psychologiczną na zrozumiałe artykuły i praktyczne wskazówki.

    Nie musisz mieć gotowej nazwy swojego problemu. Możemy zacząć od tego, co jest dla Ciebie trudne.

    Umów konsultację w ZnanyLekarz
    Napisz do mnie przez WhatsApp
    Telefon kontaktowy: +48 790 404 404.

    Bibliografia i źródła

    1. Motorola Solutions, Timeline, część „1930: First Motorola Brand Car Radio”, historia instytucjonalna, bez daty publikacji.
    2. Sony Corporation, Annual Report 1985, 1985, s. 6, informacja o zastosowaniu odtwarzaczy Sony CD w samochodach Nissan. Dokument z epoki.
    3. Biuro Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji, Pierwsze urodziny Polskiego Radia Kierowców, materiał archiwalny dotyczący obchodów w 2021 roku.
    4. Apple, Apple Rolls Out CarPlay Giving Drivers a Smarter, Safer & More Fun Way to Use iPhone in the Car, 3 marca 2014.
    5. Edison Research, The Infinite Dial 2025, 20 marca 2025, część „In-Car Media”, slajd „Audio Sources Currently Used in Car”.
    6. Komitet Badań Radiowych, Adres:Media, Total Audio 2025, opis wyników opublikowany 14 kwietnia 2026.
    7. Edison Research at SSRS, Riding with Radio — Daily Time Spent with Ad-Supported Audio Sources in the Car, 9 września 2026.

    Who Chooses Our Road Soundtrack

    In the twentieth century, we travelled with radio, cassettes and CDs. In the twenty-first, streaming, podcasts and audiobooks delivered through our phones joined them, without making the earlier ways of listening disappear. The most interesting change concerns who chooses the next sound and what we actually want from it.

    A cassette containing your own compilation was a declaration of independence. You did not need to know the word “personalisation”, have a user account or accept any terms and conditions. You simply prepared a recording, took it to the car and spent the next hour without relying on the musical taste of someone in a radio studio.

    That is why the story in which everyone spent the twentieth century listening to whatever radio offered, until the internet finally gave them a choice, needs correcting. Drivers were arranging their own travelling soundtracks long before Spotify appeared.

    The other familiar story is equally careless. In that version, the phone enters the car and radio politely gets out.

    In reality, several ways of listening travel together. The same person might choose news in the morning, their own music in the afternoon and, on a longer journey, a conversation they previously had no time to hear. They have not changed generations or worldviews. They want something different.

    To understand in-car audio, we therefore need to look beyond the devices. The button we press when we have had enough tells us just as much.

    Radio brought the world along

    The twentieth century did not have a single soundtrack. A car from the 1930s and one from the late 1990s belong to the same century but to very different media environments. Nor can the history of listening in Poland be reduced to the American experience.

    One useful reference point is 1930. That year, Galvin Manufacturing Corporation introduced the Motorola receiver, described in the company’s history as one of the first commercially successful car radios. That is a more careful and defensible description than declaring it, without qualification, the first radio in a car. Motorola Solutions, company history.

    The receiver’s significance can nevertheless be explained without a contest over who came first. A programme made elsewhere entered the vehicle, reaching other people at the same moment. Music shared airtime with speech. News, commentary, sports coverage and entertainment programmes had scheduled slots.

    Drivers chose among the stations they could receive. Within the selected programme, they accepted the sequence arranged by its editors. This is the defining feature of linear radio: its schedule runs independently of any individual listener.

    There were obvious limitations. A song might be unwelcome, a conversation dull, or an interesting programme might end just as the journey began. There was also a particular advantage. You did not have to manage every successive choice.

    Radio offered a kind of agreement. Stay with us and we will take you through the next part of your day.

    For some people, that was convenient. For others, it was a reason to find a cassette.

    Personal music before the internet

    The cassette allowed people to bring their own sequence into the car. An album by a favourite artist, a compilation prepared for a trip, a recording received from someone close. There was no need to wait for a radio editor to remember a particular song.

    You could hear the same thing again. You could also plan the order of the tracks, rather than accept music as an incidental accompaniment to the journey.

    By the standards of today’s apps, it was a modest arrangement. From the listener’s perspective, an important part of the promise already existed. My music, my timing, my sequence.

    The compact disc extended that possibility. In-car CD playback was not a twenty-first-century invention. In its 1985 annual report, Sony stated that Nissan had adopted its CD players for use in cars. This contemporary document confirms that the technology was available, though not that it was widespread in every market. Sony, “Annual Report 1985”, p. 6.

    Selecting something became more convenient. A CD allowed listeners to move to a particular track without searching for it by winding tape. They still had to bring the recording with them.

    That ordinary action is worth considering. Taking a few cassettes or discs meant making a decision before the journey. Later choices remained within the limits of what was in the glove compartment.

    Today’s catalogue may be much larger, but the need remains recognisable. Sometimes we want to hear precisely what we know. Not something similar. Not an editor’s suggestion. That particular track.

    Nostalgia can easily turn former limitations into virtues. There is no reason, however, to pretend that winding a tape was more convenient than selecting a recording. The continuity matters more. Listeners did not wait for the internet to develop tastes of their own.

    Drivers also wanted information

    Car radio never had to confine itself to music. The road created its own demand for information. What had happened ahead? Why had traffic stopped? Did the announcement concern our route?

    In Poland, a lasting example of this specialisation is Radio Kierowców, a programme carried by Polish Radio’s First Programme since 1974. Its name was later echoed in the creation of the round-the-clock station Polskie Radio Kierowców, also available online and through DAB+. The programme’s starting date should not be confused with the launch of the separate station. Polish Police, “Pierwsze urodziny Polskiego Radia Kierowców”.

    Traffic information makes the importance of time and place particularly clear. A report may be true but no longer useful to an individual driver. Equally, it may concern a distant incident that will affect their journey in an hour.

    Today, a navigation app can relate traffic information to the chosen route. This changes expectations of a radio bulletin. A general list of disruptions competes with information prepared for a particular journey.

    That does not make a newsroom unnecessary. Its role can be understood more broadly: checking the cause, distinguishing confirmed information from rumour, explaining the scale of an incident and correcting earlier mistakes.

    We need a map to tell us which way to go. We can also expect a journalist to explain what actually happened.

    The distinction matters beyond the road. Automated information and responsibly reported news are different products.

    A phone does not mean radio ends

    In the twenty-first century, we began bringing more of our personal media environment into the car. Music, saved recordings, subscribed programmes, books and the ability to resume listening.

    Apple’s presentation of CarPlay on 3 March 2014 marks a clear point in this story. The original announcement already mentioned music, podcasts, audiobooks, Spotify and iHeartRadio. The phone was intended to make different types of content accessible through the car’s interface. Apple, CarPlay launch announcement.

    There is a linguistic trap here, though. “I listen through my phone” identifies a device, not necessarily the content. A phone can receive live radio. A podcast may be produced by a broadcaster. A recording available on a video platform can be experienced as audio.

    Meanwhile, people sometimes call the whole dashboard unit a “radio”, even when it is playing a file. Asking “radio or internet?” often places things from different categories in opposition.

    The Infinite Dial 2025 illustrates the coexistence of sources. Among US adults who had driven or ridden in a car during the previous month, reported use in their primary car was as follows.

    SourcePercentage
    AM/FM radio74%
    Online audio55%
    Podcasts31%
    CDs24%

    These are reported usage figures, not shares of listening time. Categories can overlap and should not be added together. They do not describe Poland. Edison Research, “The Infinite Dial 2025”, “Audio Sources Currently Used in Car”.

    Technology does not replace its entire audience whenever a new interface launches. New possibilities join existing habits. The car turns out to be a place where different eras can work together quite comfortably.

    What the numbers actually show

    In Poland’s Total Audio 2025 study, the car receiver was the most frequently used device for daily radio listening, at 50%. That does not mean half of all in-car audio. The study covered 2,234 people aged 15–75; its results summary appeared in April 2026. It confirms the car’s importance to radio, without establishing the complete distribution of listening during journeys. KBR, “Total Audio 2025”.

    Eye-catching international headlines require similar care. An Edison Research at SSRS publication dated 9 September 2026 reported that AM/FM radio, including station streams, accounted for 70% of in-car ad-supported audio time among Americans aged 13–34. That is not 70% of all audio. The measurement also includes passengers. Edison Research at SSRS, “Riding with Radio”.

    Remove those qualifications and you get a stronger slogan. Unfortunately, it now describes something else.

    We do not have a comparable measurement series here that traces, minute by minute, the changing listening habits of Polish drivers from the mid-twentieth century to the present. Equipment records tell us what was possible. Audience research tells us what people reported using or how much time they devoted to it. These are different kinds of knowledge.

    Likewise, it would be misleading to produce one list of musical genres for an entire century. Rock, pop, dance music and classical music do not automatically become “drivers’ music” merely because they were popular outside cars.

    The most defensible answer therefore concerns the expansion of ways to listen. Music and spoken radio programmes gained more competitors available on demand. At the same time, older forms retained users.

    The word “really” requires a less spectacular answer than a story about one great revolution. People listen to different things in different cars and on different occasions.

    Who chooses the next sound

    I suggest looking at this history through three ways of making decisions.

    The first gives the choice to an editorial team. We switch on a programme and let someone arrange the next few minutes. A good presenter, well-chosen subjects and reliable news can make staying with a station worthwhile.

    The second rests on our own selection. Once, that might have meant a cassette. Today it might be a particular album, a downloaded audiobook or a podcast episode. The common feature is choosing the content we want at that moment.

    The third involves accepting a platform’s successive suggestions. We begin with something we have selected ourselves, then allow the system to propose what comes next. That differs from playing a carefully arranged personal list, even when both happen inside the same app.

    These approaches do not correspond to three generations of people. We can use all of them.

    A radio enthusiast can rightly point out that an enormous choice does not replace a good programme. A streaming enthusiast can just as reasonably reply that affection for a medium does not excuse dull broadcasting, repetition or excessive advertising.

    Both observations lead to a concrete requirement. Give people a reason to stay.

    A podcast can win through the continuity of its story. A personal music selection can match someone’s taste precisely. Radio can offer immediacy, a presenter’s character and a sense of participating in something happening right now. None of these advantages appears automatically because the right name is displayed on a screen.

    There is also ordinary conversation with a passenger, or silence. Audio market research should not obscure the fact that a journey need not involve uninterrupted listening.

    In the twentieth century, choice could be limited to available stations and the recordings people brought along. In the twenty-first, it can extend far beyond the glove compartment. We still assess what comes through the speakers in particular circumstances: a short commute, a journey lasting several hours, travelling alone or going somewhere together.

    Radio will not retain its place in the car on past achievements alone. An app will not receive all our attention simply by being modern.

    Ultimately, at both ends of this history, there is a person who can say: I want to hear more of this.


    Robert J Błaszczyk
    Journalist · creator of Nocny Patrol · psychologist · psychotraumatology practitioner

    I am a journalist, the creator of the radio programme Nocny Patrol, and a native of Wrocław, Poland. On ERBEN.PL, I write about radio, roads, history and how people respond to events that change their everyday lives. I combine a reporter’s perspective with psychological knowledge and an interest in communication.

    I provide online psychological consultations and consultations focused on the psychological impact of traumatic experiences. I help people make sense of stress, emotional overload, relationship difficulties and the effects of distressing experiences, and identify possible next steps.

    My work draws on psychoeducation, functional behavioural analysis, motivational interviewing, and elements of cognitive behavioural and solution-focused approaches. I adapt the approach to the person’s circumstances, needs and the purpose of the consultation.

    I combine my background in psychology and psychotraumatology, including suicidology, with my experience as a journalist, coach, lecturer and communication specialist. Through Psycholog.CLICK, I turn psychological knowledge into accessible articles and practical guidance.

    You do not need to have a name for your difficulty. We can start with what you are finding hard.

    Book a consultation via ZnanyLekarz
    Contact me on WhatsApp
    Contact number: +48 790 404 404. Consultations are offered in Polish; please ask about other language options.

    References and sources

    1. Motorola Solutions, Timeline, section “1930: First Motorola Brand Car Radio”, institutional history, undated.
    2. Sony Corporation, Annual Report 1985, 1985, p. 6, information on Nissan’s adoption of Sony CD players. Contemporary document.
    3. Biuro Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji, Pierwsze urodziny Polskiego Radia Kierowców [Polskie Radio Kierowców’s first anniversary], archived account of the 2021 celebrations.
    4. Apple, Apple Rolls Out CarPlay Giving Drivers a Smarter, Safer & More Fun Way to Use iPhone in the Car, 3 March 2014.
    5. Edison Research, The Infinite Dial 2025, 20 March 2025, “In-Car Media”, slide “Audio Sources Currently Used in Car”.
    6. Komitet Badań Radiowych, Adres:Media, Total Audio 2025, results summary published 14 April 2026.
    7. Edison Research at SSRS, Riding with Radio — Daily Time Spent with Ad-Supported Audio Sources in the Car, 9 September 2026.

    Poznaj moją działalność

    Uporządkuj trudną sytuację, przygotuj ważny przekaz albo nadaj swojemu projektowi wyraźny kierunek. Łączę pracę dziennikarza z wiedzą psychologiczną, psychoedukacją i doświadczeniem w komunikacji.

    Na Psycholog.CLICK prowadzę konsultacje psychologiczne i psychotraumatologiczne online. Możesz zgłosić się z przeciążeniem, stresem, trudnościami w relacji lub następstwami trudnych doświadczeń. Wspólnie określamy temat spotkania i możliwe dalsze kroki, adekwatne do Twojej sytuacji.

    Przyjmuję również zapytania o opinie psychologiczne, także przeznaczone do wykorzystania w postępowaniach sądowych, w zakresie konkretnego zlecenia i moich kompetencji. Możliwość przygotowania opinii wymaga indywidualnego ustalenia celu oraz dostępnego materiału.

    Moja działalność obejmuje coaching, a także obszary eksperckie dotyczące NLP, medytacji i hipnozy. Charakter współpracy dobieram do celu projektu; wymienienie tych obszarów nie oznacza, że są zamiennymi metodami pomocy klinicznej.

    Na ERBEN.PL rozwijam autorskie dziennikarstwo o mediach, drogach i człowieku. Zapraszam także do współpracy przy warsztatach, projektach edukacyjnych, materiałach medialnych i wydarzeniach. Jeśli potrzebujesz konsultacji, opinii, rozmówcy lub prowadzącego, napisz, czego dotyczy sprawa. Ustalimy, czy i w jakiej formie mogę pomóc.

    Robert J Błaszczyk · ERBEN.PL

    Umów konsultację · WhatsApp
    Psycholog.CLICK – artykuły i działalność psychologiczna
    TikTok – @psycholog.click
    Facebook – Psycholog.CLICK
    ERBEN.PL · ProwadzenieImprez.com · 1244.yt
    Publikacje i produkty – Naffy

    Explore my work

    Make sense of a difficult situation, prepare an important message or give your project a clear direction. I combine journalism with psychological knowledge, psychoeducation and experience in communication.

    Through Psycholog.CLICK, I provide online psychological consultations and consultations focused on the psychological impact of traumatic experiences. You can contact me about overload, stress, relationship difficulties or the effects of distressing events. Together, we establish the focus of the consultation and possible next steps appropriate to your circumstances.

    I also welcome enquiries about psychological reports, including those intended for use in court proceedings, within the scope of a specific commission and my professional competence. Whether a report can be prepared depends on individually establishing its purpose and the material available.

    My work includes coaching and areas of expertise relating to NLP, meditation and hypnosis. The form of cooperation depends on the project’s purpose; listing these areas does not mean they are interchangeable methods of clinical support.

    On ERBEN.PL, I develop independent journalism about media, roads and people. I also welcome cooperation on workshops, educational projects, media content and events. If you need a consultation, a report, a contributor or a presenter, write and explain what you have in mind. We can establish whether and how I can help.

    Robert J Błaszczyk · ERBEN.PL

    Book a consultation · WhatsApp
    Psycholog.CLICK – articles and psychological services
    TikTok – @psycholog.click
    Facebook – Psycholog.CLICK
    ERBEN.PL · ProwadzenieImprez.com · 1244.yt
    Publications and products – Naffy

    Przeczytaj także, zweryfikowane istniejące publikacje:

  • Cztery godziny innego świata

    Cztery godziny innego świata

    11 września 2001 roku o godzinie 14.00 rozpocząłem popołudniowy dyżur w Radiu Klakson na 106,1 FM. Cztery godziny później odchodziłem od mikrofonu z przekonaniem, że zaczyna się czas wojny. Dziś, w dwudziestą piątą rocznicę zamachów, wracam do najbardziej niezwykłej audycji, jaką prowadziłem, i do mojego ostatniego dyżuru przy studyjnym mikrofonie tej rozgłośni.

    Robert J Błaszczyk
    11 września 2026

    W grafiku było zwykłe popołudnie

    Po kilku tygodniach nieobecności przy radiowym mikrofonie wpisałem sobie dyżur. Wtorek, 11 września 2001 roku. Od czternastej do osiemnastej.

    Miałem prowadzić popołudniowe pasmo Radia Klakson. Był to program oparty na bieżących tematach i ciągłym kontakcie ze słuchaczami. Taka praca wymagała gotowości do rozmowy, reagowania na to, co przynosi dzień, i podtrzymywania radiowej obecności przez kolejne godziny.

    Nie miałem na ten dyżur szczególnego pomysłu.

    Po dwudziestu pięciu latach właśnie ta zwyczajność początku wydaje mi się istotna. Wpisujemy coś do kalendarza, zakładamy określoną długość spotkania, wiemy, kiedy zaczynamy i kiedy kończymy. Tyle wystarcza, żeby pojawiło się poczucie, że znamy przynajmniej najbliższy fragment przyszłości.

    Mój fragment miał cztery godziny.

    Nie chcę dziś dopisywać do niego przeczucia ani udawać, że od początku towarzyszyła mi świadomość historycznej chwili. Rozpoczynałem pracę prezentera. Dopiero wydarzenia nadały temu dyżurowi znaczenie, którego nie dało się zaplanować.

    Kiedy teraz myślę o tamtym popołudniu, widzę przede wszystkim spotkanie dwóch porządków. Jednym była ramówka regionalnej rozgłośni. Drugim wydarzenia w Stanach Zjednoczonych, które w trakcie tej ramówki zaczęły zmieniać sposób, w jaki rozumieliśmy bezpieczeństwo i przyszłość.

    Czterdzieści sześć minut później

    Pierwszy samolot uderzył w północną wieżę World Trade Center o 8.46 czasu nowojorskiego. W Polsce była 14.46, czterdzieści sześć minut po rozpoczęciu mojego dyżuru. Drugie uderzenie nastąpiło siedemnaście minut później. National September 11 Memorial & Museum

    W moim wspomnieniu wiadomości zaczęły napływać niedługo po rozpoczęciu programu. Gdy zestawiam to z chronologią wydarzeń, mogę wskazać ich historyczny moment. Nie mogę natomiast przypisać dokładnej minuty pierwszej informacji, która dotarła do mnie w studiu.

    Pamiętam napływające doniesienia agencyjne i relacje mediów, przede wszystkim BBC. Informacje były sprzeczne. Nie układały się od razu w całość, którą znamy dzisiaj.

    To ważne, bo po latach bardzo łatwo opowiedzieć tamten dzień od końca. Wiemy już, co się wydarzyło. Znamy sprawców, miejsca, kolejność uderzeń. Oglądamy materiały ułożone w dokument, którego autor miał czas sprawdzić informacje i wybrać obrazy.

    Prezenter pracujący na żywo takiego komfortu nie ma.

    Kolejna wiadomość może zmienić znaczenie poprzedniej. Sam fakt, że coś zostało właśnie podane, nie rozstrzyga jeszcze, czy jest potwierdzone. A mimo to audycja trwa. Trzeba mówić do ludzi, kiedy samemu dopiero poznaje się wydarzenia.

    Właśnie w takich chwilach warsztat dziennikarski przestaje być abstrakcyjnym zbiorem zasad. Staje się odpowiedzialnością za najbliższe zdanie.

    Dwa zegary jednego dnia

    Poniższa chronologia pokazuje wydarzenia w USA na tle mojego dyżuru. Nie jest zapisem godzin, w których informowałem o nich na antenie.

    Czas w PolsceCzas w Nowym JorkuWydarzenie
    14.008.00Początek mojego dyżuru
    14.468.46Lot AA11 uderza w północną wieżę WTC
    15.039.03Lot UA175 uderza w południową wieżę WTC
    15.379.37Lot AA77 uderza w Pentagon
    15.599.59Zawala się południowa wieża WTC
    16.0310.03Lot UA93 rozbija się w Pensylwanii
    16.2810.28Zawala się północna wieża WTC
    18.0012.00Koniec mojego dyżuru

    Godziny wydarzeń za National Park Service; godziny dyżuru z mojej relacji. Przeliczenie uwzględnia sześciogodzinną różnicę czasu. Chronologia National Park Service

    W tej tabeli mieści się coś, czego sama tabela nie oddaje. Między rozpoczęciem programu a jego końcem zmienił się kontekst niemal wszystkiego, co można było powiedzieć słuchaczom.

    Trzeba jednak zachować jeszcze jedno rozróżnienie. Zegar wydarzenia i zegar wiedzy o wydarzeniu nie są tym samym. Coś już się stało, ale redakcja może jeszcze o tym nie wiedzieć. Może znać fragment informacji albo mieć kilka wzajemnie wykluczających się doniesień.

    Dlatego nie dopisuję dziś do poszczególnych godzin własnych wypowiedzi. Nie przedstawiam tej osi czasu jako odtworzonego scenariusza programu. Dokumenty pozwalają uporządkować historię zamachów. Moja relacja mówi o doświadczeniu prowadzenia audycji w ich trakcie.

    Oba źródła są potrzebne. Każde odpowiada na inne pytanie.

    Doświadczenie z miejsc wypadków

    Nie zaczynałem tamtego dnia od zera.

    Równolegle zajmowałem się dziennikarstwem reporterskim, które prowadziło mnie bezpośrednio na miejsca śmiertelnych wypadków i katastrof drogowych. To była praca blisko silnych emocji, zagrożenia i nieodwracalnych zdarzeń.

    Z tym doświadczeniem siadałem również przed mikrofonem.

    W mojej ocenie właśnie ono pomogło mi opanować emocje i przeprowadzić tamten niezwykły dyżur. Znałem już sytuacje, w których trzeba było pracować mimo ciężaru tego, o czym się informowało.

    Nie oznacza to, że doświadczenie z polskich dróg pozwalało pojąć skalę wydarzeń w Nowym Jorku. Nie zestawiam tych tragedii, żeby je zrównać. Mówię o umiejętności wykonywania konkretnego zadania wtedy, kiedy wydarzenia wywołują silną reakcję.

    Z dzisiejszej perspektywy widzę w tym istotną część odpowiedzialności reportera. Osobiste poruszenie może współistnieć z potrzebą precyzyjnego mówienia. Opanowanie oznacza wtedy zdolność utrzymania tej precyzji.

    Nie przytoczę z pamięci zdań, których dokładnego brzmienia nie mogę potwierdzić. Nie dopiszę reakcji słuchaczy ani rozmów tylko dlatego, że uczyniłyby opowieść bardziej filmową.

    Wystarczy to, co rzeczywiście mogę powiedzieć. Prowadziłem program. Docierały do mnie sprzeczne informacje. Opanowałem emocje. Przeprowadziłem najbardziej niezwykły dyżur w mojej radiowej historii.

    Jego znaczenie nie potrzebuje dodatkowej scenografii.

    106,1 FM i ludzie po drugiej stronie

    Radio Klakson było częścią mojego życia od pierwszego do ostatniego dnia istnienia stacji.

    Częstotliwość 106,1 FM nie jest dla mnie wyłącznie dawnym adresem w eterze. Łączy się z określonym sposobem pracy i kontaktem ze słuchaczami. Z radiem, którego program powstawał także w relacji z ludźmi po drugiej stronie odbiorników.

    Na przekazanym do tego wspomnienia zdjęciu stoję przy samochodzie rozgłośni. Na drzwiach widać oznaczenie „UKF 106,1”, a nad nim napis „PATROL”. To materialny ślad tamtej pracy. Fotografia pokazuje samochód i mnie, lecz sama nie opowiada przebiegu wrześniowego dyżuru.

    Według mojego wspomnienia sygnał Klaksonu docierał na znaczną część Dolnego Śląska, obejmował Wrocław, był odbierany na Opolszczyźnie i dalej na północ, także w części Wielkopolski. Skalę potencjalnego zasięgu szacuję na około pięć milionów osób.

    Słowo „potencjalnego” jest tutaj istotne.

    To mój szacunek liczby ludzi, którzy mogli znajdować się w zasięgu odbioru, a nie wynik badania słuchalności. Nie oznacza, że pięć milionów osób słuchało stacji jednocześnie ani że tylu odbiorców słyszało mój program 11 września.

    Nie potrzebuję zawyżać widowni tamtego dnia. Odpowiedzialność za informację zaczyna się przy pierwszym człowieku, który jej słucha.

    Regionalny mikrofon ma przy tym szczególną perspektywę. Mówi się z konkretnego miejsca, do ludzi, których codzienność jest bliska. A potem przychodzi wiadomość z drugiej strony świata i staje się częścią wspólnego popołudnia. Odległość pozostaje ogromna, lecz temat jest już tutaj.

    Kiedy kończy się dyżur

    Osiemnasta wyznaczała koniec mojego programu.

    Gdy siadałem do mikrofonu, świat był inny niż wtedy, gdy od niego odchodziłem. Miałem przekonanie, że zaczyna się czas wojny.

    Tak opisuję własne odczucie tamtego popołudnia. Nie przedstawiam go jako informacji o formalnym ogłoszeniu wojny podczas mojej audycji.

    W zachowanym wystąpieniu z 12 września 2001 roku George W. Bush nazwał zamachy aktami wojny. To udokumentowana wypowiedź z następnego dnia. Nie należy przenosić jej wstecz do programu, który prowadziłem 11 września między 14.00 a 18.00. Archiwum Białego Domu

    Dla mnie to rozróżnienie nie osłabia wspomnienia. Pozwala zachować jego prawdziwy charakter. Człowiek może odczuwać historyczną zmianę, zanim zna jej późniejsze polityczne nazwy, decyzje i konsekwencje.

    Jest w tej opowieści jeszcze jeden koniec.

    Po tamtym dyżurze nigdy później nie zasiadłem przy studyjnym mikrofonie Radia Klakson jako prowadzący. Pozostałem związany z rozgłośnią, ale 11 września był moim ostatnim takim dyżurem.

    Te dwa fakty mieszczą się obok siebie. Związek z radiem trwał. Prowadzenie programu z jego studia zakończyło się właśnie wtedy.

    Nie dopisuję między zamachami a moim ostatnim dyżurem związku przyczynowego. Zbieżność dat sama w sobie wystarcza, żeby ten dzień miał dla mnie szczególne znaczenie. Wielka historia przecięła się z osobistą historią pracy, a po latach obu nie da się już wspominać całkiem osobno.

    Co zostaje po dwudziestu pięciu latach

    W zamachach 11 września zginęło 2977 ofiar, bez uwzględniania dziewiętnastu sprawców. Za tą liczbą stoją konkretni ludzie i rodziny. To oni pozostają w centrum pamięci o tym dniu. National September 11 Memorial & Museum

    Moja opowieść dotyczy innego miejsca w tej historii. Byłem dziennikarzem w Polsce, który podczas swojego programu przekazywał wiadomości o wydarzeniach w Stanach Zjednoczonych. Warto zachować tę proporcję.

    Jednocześnie historia mediów składa się również z takich doświadczeń. Z poszczególnych dyżurów, lokalnych anten i osób, które musiały znaleźć słowa, zanim powstały rocznicowe filmy i uporządkowane kalendaria.

    Dziś do tamtych czterech godzin wracam z zasadą, którą uważam za równie potrzebną podczas wspominania, jak podczas pracy na żywo. Trzeba jasno rozdzielać to, co wiadomo, od tego, co się pamięta i jak się to interpretuje.

    Można zachować siłę opowieści bez uzupełniania jej domysłem. Można też przyznać, że nie zna się konkretnej minuty lub dokładnego brzmienia wypowiedzi. Taka uczciwość pozwala czytelnikowi samodzielnie ocenić świadectwo.

    Z tego wynika również prosta wskazówka na dzisiaj. Zanim przekażesz wiadomość dalej, sprawdź jej źródło. Ustal, kto ją podał, kiedy powstała i czy kolejne doniesienie rzeczywiście ją potwierdza, czy tylko powtarza. Wielokrotne powtórzenie tego samego zdania nie tworzy wielu niezależnych świadectw.

    Dla mnie rocznica jest też zaproszeniem do ocalenia śladów tamtej audycji. Jeżeli ktoś ma jej nagranie, zachowane materiały albo własne wspomnienie słuchania Klaksonu tego popołudnia, chciałbym je poznać. Każdy taki materiał może dopowiedzieć coś, czego moja perspektywa nie obejmuje.

    W grafiku były cztery godziny. Dziś mieści się w nich dwadzieścia pięć lat pamięci.

    11 września 2001 roku, od 14.00 do 18.00, prowadziłem program w Radiu Klakson na 106,1 FM.

    To był mój ostatni dyżur przy jego studyjnym mikrofonie.

    Robert J Błaszczyk
    Dziennikarz · autor Nocnego Patrolu · psycholog · psychotraumatolog

    Jestem dziennikarzem, autorem Nocnego Patrolu i rodowitym wrocławianinem. Na ERBEN.PL piszę o radiu, drogach, historii i człowieku wobec wydarzeń, które zmieniają codzienność. Łączę perspektywę reporterską z wiedzą psychologiczną i zainteresowaniem komunikacją.

    Prowadzę konsultacje psychologiczne i psychotraumatologiczne online. Pomagam uporządkować trudności związane ze stresem, przeciążeniem emocjonalnym, relacjami i następstwami trudnych doświadczeń oraz ustalić możliwe kolejne kroki.

    W pracy wykorzystuję psychoedukację, analizę funkcjonalną zachowania, dialog motywacyjny oraz elementy podejścia poznawczo-behawioralnego i skoncentrowanego na rozwiązaniach. Dobieram sposób pracy do sytuacji, potrzeb i celu konsultacji.

    Łączę przygotowanie psychologiczne i psychotraumatologiczne, obejmujące suicydologię, z doświadczeniem dziennikarza, coacha, wykładowcy i eksperta komunikacji. Na Psycholog.CLICK przekładam wiedzę psychologiczną na zrozumiałe artykuły i praktyczne wskazówki.

    Nie musisz mieć gotowej nazwy swojego problemu. Możemy zacząć od tego, co jest dla Ciebie trudne.

    Umów konsultację w ZnanyLekarz
    Napisz do mnie przez WhatsApp
    Telefon kontaktowy: +48 790 404 404.

    Bibliografia i źródła

    1. Błaszczyk, Robert J, 11 września 2026. Relacja autobiograficzna dotycząca dyżuru w Radiu Klakson 11 września 2001 roku. Materiał autora przekazany do opracowania.
    2. Materiały fotograficzne autora. Współczesny portret oraz fotografia przy samochodzie Radia Klakson. Data wykonania fotografii archiwalnej nieustalona.
    3. National Park Service, Flight 93 National Memorial. September 11, 2001 Timeline. Materiał internetowy, dostęp 11 września 2026.
    4. National September 11 Memorial & Museum. 9/11 FAQs, sekcje What happened on 9/11? oraz What happened at the World Trade Center on 9/11?. Dostęp 11 września 2026.
    5. The White House, Office of the Press Secretary, 12 września 2001. Remarks by the President In Photo Opportunity with the National Security Team. Archiwum administracji George’a W. Busha.

    Four Hours, a Different World

    At 2 p.m. on 11 September 2001, I began my afternoon shift on Radio Klakson, broadcasting on 106.1 FM. Four hours later, I left the microphone convinced that an era of war was beginning. Today, on the twenty-fifth anniversary of the attacks, I return to the most extraordinary programme I ever presented and my final shift at that station’s studio microphone.

    Robert J Błaszczyk
    11 September 2026

    An ordinary afternoon on the schedule

    After several weeks away from the radio microphone, I put myself down for a shift. Tuesday, 11 September 2001. Two until six in the afternoon.

    I was to present Radio Klakson’s afternoon programme. It revolved around current topics and ongoing interaction with listeners. The job required a willingness to talk, respond to whatever the day brought and sustain that on-air presence over several hours.

    I had no particular idea for the programme.

    Twenty-five years later, that ordinary beginning strikes me as significant. We put something in a calendar, allow a certain amount of time and know when we are supposed to start and finish. That is enough to create a sense that we know at least the next small stretch of our future.

    Mine was four hours long.

    I do not want to add a premonition to it now, or pretend that I began with an awareness of a historic moment. I was starting a presenter’s shift. Events subsequently gave it a significance that no one could have planned.

    When I think about that afternoon today, I see two different orders of life meeting. One was a regional radio station’s programme schedule. The other was a series of events in the United States that, during those scheduled hours, began changing how we understood safety and the future.

    Forty-six minutes later

    The first aircraft struck the World Trade Center’s North Tower at 8:46 a.m. New York time. In Poland, it was 2:46 p.m., forty-six minutes into my shift. The second impact followed seventeen minutes later. National September 11 Memorial & Museum

    In my recollection, the news began arriving not long after the programme started. Comparing that memory with the chronology lets me establish when the historical events occurred. It does not allow me to identify the precise minute when the first report reached me in the studio.

    I remember incoming agency reports and media coverage, particularly the BBC. The information was contradictory. It did not immediately form the coherent picture we know today.

    That matters because, years later, it is very easy to tell the story backwards. We already know what happened. We know the perpetrators, the locations and the sequence of impacts. We watch material assembled into a documentary by someone who had time to check the information and choose the images.

    A presenter working live has no such luxury.

    The next report may change the meaning of the previous one. The fact that something has just been reported does not establish that it has been confirmed. Yet the programme continues. You have to speak to people while you are still learning what is happening yourself.

    At such moments, journalistic practice stops being an abstract set of principles. It becomes responsibility for the next sentence.

    Two clocks, one day

    This chronology places the events in the United States alongside my shift. It does not record the times at which I reported them on air.

    Poland timeNew York timeEvent
    14:0008:00My shift begins
    14:4608:46AA11 strikes the North Tower
    15:0309:03UA175 strikes the South Tower
    15:3709:37AA77 strikes the Pentagon
    15:5909:59The South Tower collapses
    16:0310:03UA93 crashes in Pennsylvania
    16:2810:28The North Tower collapses
    18:0012:00My shift ends

    Event times follow the National Park Service; shift times come from my account. The conversion reflects the six-hour time difference. National Park Service timeline

    Something lies within this table that the table itself cannot convey. Between the beginning of the programme and its end, the context of almost anything one might say to listeners had changed.

    Another distinction matters here. The clock of an event and the clock of our knowledge about it do not run together. Something may already have happened while a newsroom remains unaware of it. The newsroom may know only part of the story, or have several mutually contradictory reports.

    That is why I do not now attach remembered quotations from my broadcast to individual times. I am not presenting this timeline as a recovered running order. Documents help establish the history of the attacks. My account describes the experience of presenting a programme as they unfolded.

    Both sources are needed. Each answers a different question.

    Experience from crash scenes

    I did not begin that day without relevant experience.

    Alongside presenting, I worked as a reporter, going directly to the scenes of fatal road crashes and major road disasters. The work brought me close to intense emotions, danger and irreversible events.

    I carried that experience with me when I sat down at the microphone.

    In my assessment, it helped me manage my emotions and complete that extraordinary shift. I had already encountered situations in which I needed to keep working despite the weight of what I was reporting.

    That does not mean that experience on Polish roads enabled me to comprehend the scale of what was happening in New York. I am not equating those tragedies. I am describing the ability to carry out a specific task while events provoke a powerful reaction.

    Looking back, I see that as an important part of a reporter’s responsibility. Personal distress can coexist with the need to speak precisely. Composure, in that situation, means being able to maintain that precision.

    I will not quote sentences whose exact wording I cannot confirm. I will not add listeners’ reactions or conversations simply because they would make the story more cinematic.

    What I can actually say is enough. I was presenting the programme. Conflicting information was reaching me. I managed my emotions. I completed the most extraordinary shift of my radio career.

    Its significance needs no additional scenery.

    106.1 FM and the listeners

    Radio Klakson was part of my life from the station’s first day to its last.

    For me, 106.1 FM is more than a former address on the dial. It represents a particular way of working and a relationship with listeners. It recalls a station whose programmes were also shaped by the people on the other side of the receivers.

    In the photograph supplied for this account, I am standing beside the station’s vehicle. The door carries the marking “UKF 106,1”, identifying the FM frequency, with “PATROL” above it. It is a physical trace of that work. The photograph shows the vehicle and me, but it does not itself document what happened during the September shift.

    As I remember it, Klakson’s signal reached much of Lower Silesia, including Wrocław, could be received in the Opole region and extended north into parts of Greater Poland. I estimate that around five million people potentially lived within its reception area.

    “Potentially” is important here.

    This is my estimate of the population that may have been within reception range. It is not an audience measurement. It does not mean that five million people listened simultaneously, or that this many heard my programme on 11 September.

    I have no need to inflate that day’s audience. Responsibility for information begins with the first person listening.

    A regional microphone also offers a particular perspective. You speak from a specific place to people whose everyday lives feel close. Then news arrives from the other side of the world and becomes part of a shared afternoon. The geographical distance remains enormous, but the subject is already here.

    When a shift ends

    Six o’clock marked the end of my programme.

    The world in which I had sat down at the microphone felt different from the one in which I left it. I was convinced that an era of war was beginning.

    That is how I describe my own impression that afternoon. I am not presenting it as a report that war was formally declared during my programme.

    In a preserved statement dated 12 September 2001, George W. Bush described the attacks as acts of war. That is a documented statement from the following day. It should not be moved backwards into the programme I presented on 11 September between 2 and 6 p.m. White House archive

    To me, this distinction does not weaken the memory. It preserves its true character. A person can sense a historical change before knowing the political terminology, decisions and consequences that will follow.

    There is another ending in this story.

    After that shift, I never again sat at Radio Klakson’s studio microphone as a presenter. I remained connected with the station, but 11 September was my last shift of that kind.

    Those two facts belong alongside each other. My connection with the station continued. Presenting programmes from its studio ended that day.

    I am not adding a causal link between the attacks and my final shift. The coincidence of dates is enough to make the day personally significant. World history intersected with my working life, and years later I cannot remember the two entirely separately.

    What remains twenty-five years later

    The attacks on 11 September killed 2,977 victims, excluding the nineteen perpetrators. Behind that number are individual people and families. They remain at the centre of remembrance. National September 11 Memorial & Museum

    My account occupies a different place in this history. I was a journalist in Poland reporting events in the United States during my programme. That sense of proportion matters.

    At the same time, media history also consists of experiences like these. Individual shifts, local stations and people who had to find words before anniversary documentaries and orderly timelines existed.

    Today, I return to those four hours with a principle I consider as necessary in remembering as in broadcasting live. We need to distinguish clearly between what is known, what is remembered and how it is interpreted.

    A story can retain its force without being filled out with conjecture. We can also acknowledge that we do not know a precise minute or the exact wording of a statement. Such honesty allows readers to assess an account for themselves.

    A simple practical lesson follows. Before passing a report on, check its source. Establish who published it, when it originated and whether a subsequent report independently confirms it or merely repeats it. Repeating the same statement many times does not create multiple independent accounts.

    For me, the anniversary is also an invitation to preserve traces of that programme. If someone has a recording, surviving material or a personal memory of listening to Klakson that afternoon, I would like to hear about it. Each contribution may add something beyond my own perspective.

    There were four hours on the schedule. Today, they hold twenty-five years of memory.

    On 11 September 2001, from 2 until 6 p.m., I presented a programme on Radio Klakson, 106.1 FM.

    It was my final shift at its studio microphone.

    Robert J Błaszczyk
    Journalist · creator of Nocny Patrol · psychologist · psychotraumatology practitioner

    I am a journalist, the creator of the radio programme Nocny Patrol, and a native of Wrocław, Poland. On ERBEN.PL, I write about radio, roads, history and how people respond to events that change their everyday lives. I combine a reporter’s perspective with psychological knowledge and an interest in communication.

    I provide online psychological consultations and consultations focused on the psychological impact of traumatic experiences. I help people make sense of stress, emotional overload, relationship difficulties and the effects of distressing experiences, and identify possible next steps.

    My work draws on psychoeducation, functional behavioural analysis, motivational interviewing, and elements of cognitive behavioural and solution-focused approaches. I adapt the approach to the person’s circumstances, needs and the purpose of the consultation.

    I combine my background in psychology and psychotraumatology, including suicidology, with my experience as a journalist, coach, lecturer and communication specialist. Through Psycholog.CLICK, I turn psychological knowledge into accessible articles and practical guidance.

    You do not need to have a name for your difficulty. We can start with what you are finding hard.

    Book a consultation via ZnanyLekarz
    Contact me on WhatsApp
    Contact number: +48 790 404 404. Consultations are offered in Polish; please ask about other language options.

    References and sources

    1. Błaszczyk, Robert J, 11 September 2026. Autobiographical account of his Radio Klakson shift on 11 September 2001. Author-supplied material.
    2. Author-supplied photographs. Contemporary portrait and photograph beside a Radio Klakson vehicle. The date of the historical photograph has not been established.
    3. National Park Service, Flight 93 National Memorial. September 11, 2001 Timeline. Online resource, accessed 11 September 2026.
    4. National September 11 Memorial & Museum. 9/11 FAQs, sections What happened on 9/11? and What happened at the World Trade Center on 9/11?. Accessed 11 September 2026.
    5. The White House, Office of the Press Secretary, 12 September 2001. Remarks by the President In Photo Opportunity with the National Security Team. George W. Bush administration archive.

    Poznaj moją działalność

    Rozumieć człowieka. Odpowiedzialnie dobierać słowa.

    Łączę dziennikarstwo, wiedzę psychologiczną i doświadczenie w komunikacji. Na ERBEN.PL opowiadam o radiu, drogach, historii oraz człowieku wobec trudnych wydarzeń. Na Psycholog.CLICK rozwijam działalność psychologiczną i publikuję psychoedukację, która pomaga lepiej rozumieć własne doświadczenia.

    Prowadzę konsultacje psychologiczne i psychotraumatologiczne online. Możesz zgłosić się z trudnością, którą chcesz uporządkować, pytaniem o dalsze kroki lub potrzebą rozmowy o stresie, przeciążeniu i relacjach.

    Przyjmuję również zapytania dotyczące sporządzania opinii psychologicznych, w tym przeznaczonych do wykorzystania w postępowaniach sądowych. Zakres każdorazowo ustalam zgodnie z celem zlecenia i moimi kompetencjami.

    Moja działalność obejmuje coaching oraz obszary eksperckie związane z NLP, medytacją i hipnozą. Możliwa jest także współpraca przy warsztatach, projektach edukacyjnych, materiałach dziennikarskich i działaniach komunikacyjnych. Poszczególne formy współpracy mają odrębne cele i zakres.

    Jeżeli szukasz konsultacji, autora, prowadzącego spotkanie albo partnera do projektu medialnego, napisz, czego potrzebujesz. Ustalimy, czy i w jakiej formule mogę pomóc. Pierwszym krokiem może być krótka wiadomość z opisem sprawy.

    Robert J Błaszczyk · ERBEN.PL

    Umów konsultację · WhatsApp
    Psycholog.CLICK: artykuły i działalność psychologiczna
    TikTok: @psycholog.click · Facebook: Psycholog.CLICK
    ERBEN.PL · ProwadzenieImprez.com · 1244.yt
    Publikacje i produkty na Naffy

    Explore my work

    Understanding people. Choosing words responsibly.

    I bring together journalism, psychological knowledge and experience in communication. On ERBEN.PL, I write about radio, roads, history and people facing difficult events. Psycholog.CLICK is the home of my psychological work and psychoeducational writing, helping readers better understand their experiences.

    I provide online psychological consultations and consultations focused on the psychological impact of traumatic experiences. You can get in touch about a difficulty you want to understand, possible next steps, or the need to discuss stress, emotional overload and relationships.

    I also welcome enquiries about psychological reports, including reports intended for use in court proceedings. The scope is agreed individually according to the purpose of the assignment and my competencies.

    My work also encompasses coaching and specialist activities relating to NLP, meditation and hypnosis. Collaboration may involve workshops, educational projects, journalism and communication initiatives. These forms of work have distinct purposes and scopes.

    If you are looking for a consultation, a writer, an event host or a collaborator for a media project, tell me what you need. We can establish whether and how I can help. A short message describing the matter can be the first step.

    Robert J Błaszczyk · ERBEN.PL

    Book a consultation · WhatsApp
    Psycholog.CLICK: articles and psychological services
    TikTok: @psycholog.click · Facebook: Psycholog.CLICK
    ERBEN.PL · ProwadzenieImprez.com · 1244.yt
    Publications and products on Naffy

  • Psychologia mediów. Dlaczego ten głos nie pozwala Ci przełączyć?

    Psychologia mediów. Dlaczego ten głos nie pozwala Ci przełączyć?

    Jedną z nocnych rozmów pamiętam nie jak stenogram, lecz jak… sens. Po niemal trzydziestu latach słowa mogły się trochę przesunąć, ale znaczenie zostało we mnie dokładnie tam, gdzie było. Prowadziłem wtedy Nocny Patrol, gdzieś przede mną ciągnęła się stara, betonowa A4, służbowy Centertel gubił zasięg, a noc robiła z drogi długi, ciemny tunel. Po jednym z wejść antenowych, na 19 kanale CB radia odezwał się do mnie kierowca. Nie pytał o objazd, wypadek ani pogodę. Powiedział mniej więcej tak, „Niech pan jeszcze mówi. Jadę sam i dobrze wiedzieć, że ktoś też jest na tej drodze”.

    To zdanie nauczyło mnie o radiu więcej niż niejeden wykład z teorii mediów.

    Człowiek nie zawsze włącza radio, żeby otrzymać wiadomość. Czasem chce usłyszeć, że świat po drugiej stronie szyby nadal istnieje, ktoś czuwa, noc ma jakiś porządek, a jego samotna podróż jest przez chwilę wspólnym doświadczeniem. Wtedy radio przestaje być urządzeniem, stacją, formatem i częstotliwością. Staje się obecnością.

    Dzisiaj, kiedy patrzę na tamte lata jako psycholog, dziennikarz i onegdaj badacz mediów, lepiej rozumiem, co działo się pomiędzy moim mikrofonem a człowiekiem w jadącym gdzieś samochodzie. Właśnie ta niewidoczna przestrzeń jest dla mnie najciekawszym obszarem psychologii mediów. Nie sam komunikat, lecz to, co komunikat robi z uwagą, emocjami, pamięcią, poczuciem bezpieczeństwa i wyobraźnią odbiorcy.

    Informacja mówi, co się wydarzyło. Psychologia mediów pyta, co wydarzyło się w człowieku, kiedy o tym usłyszał.

    Psychologia mediów bada spotkanie bez spotkania

    Psychologię mediów najczęściej definiuje się jako dziedzinę badającą relacje człowieka z mediami i technologią. Interesują ją uwaga, pamięć, emocje, motywacja, wpływ społeczny, identyfikacja, tworzenie nawyków, wiarygodność źródeł, odbiór przekazu i zachowania podejmowane pod jego wpływem. To definicja poprawna, ale brzmi trochę tak, jakby powstała w pomieszczeniu, w którym nigdy nie zapaliło się czerwone światło antenowe.

    Dla mnie psychologia mediów jest nauką o spotkaniu, które odbywa się bez fizycznej obecności. Dziennikarz nie siedzi obok słuchacza, a jednak może wpłynąć na jego napięcie, ocenę sytuacji i decyzję. Potrafi go uspokoić, ostrzec, zirytować, przestraszyć albo skłonić do zatrzymania samochodu. Odbiorca nie zna prowadzącego prywatnie, lecz rozpoznaje jego sposób oddychania, tempo mowy, ironię, charakterystyczne pauzy oraz chwilę, w której głos nagle staje się poważniejszy.

    Medium nie jest więc rurą, przez którą płynie gotowa informacja. Tworzy środowisko psychologiczne. Ten sam komunikat przeczytany w portalu, pokazany w telewizji i wypowiedziany nocą w radiu może zostać odebrany zupełnie inaczej, ponieważ każde medium inaczej zarządza czasem, uwagą, dystansem i wyobraźnią.

    Psychologia mediów nie pyta wyłącznie, co powiedziałem. Pyta, dlaczego słuchacz zwrócił na to uwagę, jak nadał temu znaczenie, co zapamiętał, czego nie zrozumiał, komu zaufał i dlaczego następnego dnia ponownie włączył tę samą stację. Bada również drogę odwrotną, czyli sposób, w jaki reakcje publiczności, telefony, wiadomości i wyniki słuchalności zmieniają osobę siedzącą przy mikrofonie. Radio kształtuje słuchacza, ale słuchacz również kształtuje radio.

    Radio nie pokazuje i właśnie dlatego pozwala zobaczyć

    Telewizja daje odbiorcy gotowy kadr. Radio zostawia mu puste miejsce, które człowiek musi wypełnić własną wyobraźnią. Gdy mówię o mokrym asfalcie, niebieskim świetle odbijającym się w karoserii i ciszy po odjeździe karetki, każdy słuchacz tworzy inną scenę. Nie widzi dokładnie tego, co widziałem ja. Buduje obraz z własnych wspomnień, doświadczeń, lęków i dróg, którymi sam kiedyś jechał.

    W tym sensie radio nie jest uboższą telewizją. Jest medium współtworzonym przez odbiorcę. Ma zresztą najtańszego i najbardziej pracowitego scenografa na świecie. Jest nim umysł słuchacza.

    Badania Emmy Rodero nad przekazem audialnym pokazały, że opisowe efekty dźwiękowe i przestrzenne budowanie sceny mogą wzmacniać wyobrażenia mentalne oraz uwagę. Nie wynika z tego, że reportaż trzeba zasypać syrenami, trzaskaniem drzwi i dramatyczną muzyką. Dźwięk pozbawiony znaczenia szybko staje się hałasem. Pobudza, lecz niekoniecznie pomaga zrozumieć.

    W Nocnym Patrolu naturalną scenografią były odgłosy drogi, deszczu, silnika, policyjnego radia i głosy ludzi obecnych na miejscu. Ich siła nie polegała na atrakcyjności technicznej. Potwierdzały obecność reportera. Mówiły słuchaczowi, że nie czytam komunikatu w ciepłym studiu, lecz jestem tam, gdzie właśnie dzieje się coś ważnego.

    Dźwięk stawał się dowodem obecności, ale nigdy nie mógł zastępować sprawdzania faktów. Syrena w tle potwierdza, że przyjechały służby. Nie mówi jeszcze, kto zawinił, ile osób zostało poszkodowanych ani jaki będzie finał zdarzenia. Psychologia mediów uczy, że sugestywny dźwięk może wyprzedzić rozumienie. Dziennikarska odpowiedzialność nakazuje nie pozwolić, by emocjonalny obraz stał się ważniejszy od prawdy.

    Głos dociera wcześniej niż argument

    Zanim słuchacz zrozumie sens pierwszego zdania, zaczyna oceniać osobę, która je wypowiada. Phil McAleer, Alexander Todorov i Pascal Belin wykazali, że ludzie tworzą zaskakująco spójne pierwsze wrażenia dotyczące cech mówiącego już na podstawie bardzo krótkiego słowa. W ich eksperymencie trwające około czterech dziesiątych sekundy „hello” wystarczało, aby pojawiały się oceny związane między innymi z sympatią, wiarygodnością i dominacją.

    Dla radiowca jest to wiadomość trochę niewygodna. Mikrofon nie przekazuje wyłącznie słów. Przekazuje napięcie, pośpiech, niepewność, protekcjonalność, znudzenie i sztuczną emfazę. Mogę napisać znakomite wejście, a potem unieważnić je tonem, który mówi słuchaczowi, że sam nie wierzę w czytany tekst. Mogę też wypowiedzieć zwyczajne zdanie w taki sposób, że odbiorca poczuje obecność człowieka, a nie pracownika obsługującego antenę.

    Nie wierzę przy tym w jeden idealny „głos radiowy”. Przez lata rozgłośnie produkowały charakterystyczny ton prezentera, trochę zbyt gładki i trochę zbyt zachwycony wszystkim, jakby każda zapowiedź pogody była otwarciem festiwalu, a każda piosenka właśnie zmieniała historię muzyki. Prezenter, który przez trzy godziny udaje entuzjazm, zaczyna brzmieć jak człowiek sprzedający odkurzacz o trzeciej nad ranem.

    Skuteczny głos powinien być zgodny z treścią, sytuacją i osobowością prowadzącego. W wiadomościach potrzebuję klarowności. W rozmowie spokoju i reaktywności. W relacji terenowej wiarygodnej energii. W nocnej audycji bliskości, która nie udaje poufałości. Autentyczność nie oznacza mówienia wszystkiego, co przyjdzie mi do głowy. Oznacza zgodność pomiędzy tym, co mówię, jak mówię i dlaczego w ogóle zabieram głos.

    Słuchacz wraca po człowieka, którego właściwie nie zna

    Badacze mediów od dawna opisują relacje paraspołeczne, czyli poczucie znajomości z osobą medialną mimo jednostronnego charakteru kontaktu. W radiu mechanizm ten działa wyjątkowo mocno, ponieważ znajomy głos wchodzi w prywatną przestrzeń człowieka. Towarzyszy mu w samochodzie, kuchni, pracy, nocnym dyżurze oraz wtedy, gdy w domu nie ma nikogo innego.

    Alan Rubin i Mary Step, badając słuchaczy talk radio, zauważyli, że więź paraspołeczna z ulubionym prowadzącym wiązała się z częstszym i bardziej intencjonalnym słuchaniem. Odbiorcy częściej traktowali takiego gospodarza programu jako ważne źródło informacji i przypisywali mu wpływ na własne poglądy lub zachowania.

    Z kolei Benedikt Spangardt, Nicolas Ruth i Holger Schramm pokazali eksperymentalnie, że osobowość radiowego prezentera może wpływać na zamiary słuchaczy wobec stacji. Ważnymi mechanizmami okazały się interakcja paraspołeczna i doświadczenie przepływu, czyli stan, w którym człowiek angażuje się w to, czego słucha, i nie ma potrzeby szukania kolejnego bodźca.

    Nie wyciągam z tych badań wniosku, że prowadzący powinien produkować fałszywą bliskość. Słuchacze szybciej niż niejeden dyrektor programowy wyczuwają sztuczne ciepło, mechaniczny śmiech i poufałość tworzoną z instrukcji. Relacja powstaje przez powtarzalność, przewidywalność wartości, konsekwencję i drobne oznaki prawdziwej obecności.

    Jeżeli o tej samej porze codziennie pojawia się znajomy głos, człowiek zaczyna włączać go do rytmu własnego dnia. Nie zna prezentera, ale wie, czego może się po nim spodziewać. Zaufanie w radiu jest więc mniej podobne do jednego wielkiego olśnienia, a bardziej do drogi, którą przejeżdża się wielokrotnie i po pewnym czasie zna każdy zakręt.

    Radio na żywo ma przewagę chwili, której nie można odtworzyć

    Podcast mogę zatrzymać, cofnąć i odłożyć na jutro. Radio na żywo wydarza się teraz. To jego ograniczenie i jednocześnie największa siła. Słuchacz wie, że po drugiej stronie mikrofonu także płynie czas. Może pojawić się nowa informacja, telefon, błąd, śmiech, cisza albo coś, czego nie przewidział żaden scenariusz.

    Żywa antena tworzy wspólnotę chwili. Tysiące osób słyszą ten sam głos w tym samym momencie, chociaż znajdują się w różnych samochodach, domach i miastach. Nagranie może być doskonalsze technicznie, ale nie ma już ryzyka teraźniejszości. W radiu na żywo odbiorca uczestniczy w czymś, co powstaje również dla niego i przy nim.

    Nieprzewidywalność trzeba jednak dawkować. Jeśli wszystko jest zapisane co do sylaby, audycja traci oddech. Gdy nic nie jest przygotowane, swoboda szybko zamienia się w chaos, a chaos rzadko bywa tak fascynujący, jak sądzi prowadzący, który go właśnie wyprodukował.

    Dobry program na żywo potrzebuje konstrukcji wystarczająco mocnej, by utrzymać sens, i dostatecznie elastycznej, by dopuścić życie. W Nocnym Patrolu teraźniejszość była oczywista. Jechałem, widziałem, sprawdzałem i mówiłem. Dzisiaj przestrzegałbym jednak reporterów przed myleniem obecności z epatowaniem dramatem. Człowiek na miejscu wypadku nie staje się rekwizytem tylko dlatego, że dziennikarz ma mikrofon i dobre wejście antenowe.

    Psychologia mediów bez etyki bardzo łatwo zmienia się w instrukcję skuteczniejszego naruszania cudzych granic.

    Uwaga nie jest własnością prowadzącego

    Radiowcy lubią mówić, że „mają słuchacza”. To wygodny język branżowy, ale psychologicznie fałszywy. Uwaga zawsze należy do odbiorcy i może zostać wycofana w dowolnej sekundzie. Słuchacz niczego mi nie obiecywał. Nie podpisał umowy, że wytrzyma pięć minut nudnego monologu tylko dlatego, że ja mam jeszcze dwie kartki tekstu.

    Radio najczęściej towarzyszy innej czynności. Odbiorca prowadzi samochód, pracuje, gotuje, szuka kluczy, rozmawia z dzieckiem albo sprawdza telefon. Jego zasoby poznawcze są ograniczone, a nadawca konkuruje nie tylko z inną stacją, lecz także z całym światem.

    Modele ograniczonej pojemności przetwarzania przekazów medialnych przypominają, że człowiek dysponuje skończoną ilością zasobów potrzebnych do zauważania, rozumienia i zapamiętywania informacji. Z tego powodu większa liczba bodźców nie zawsze oznacza większą uwagę. Szybszy montaż, głośniejszy podkład, cztery nazwiska, pięć liczb i trzy poboczne historie mogą pobudzić, a jednocześnie utrudnić zrozumienie.

    Badania Emmy Rodero nad tempem, intonacją i gęstością informacji w przekazach radiowych prowadzą do praktycznego wniosku, który intuicyjnie zna wielu dobrych prezenterów. Mowa powinna być wystarczająco dynamiczna, aby nie zgubić uwagi, lecz na tyle umiarkowana, by odbiorca zdążył zbudować znaczenie. Szybkość nie zawsze jest energią. Czasem jest jedynie lękiem prowadzącego przed ciszą.

    Dlatego w radiu na żywo potrzebne jest krótkie resetowanie kontekstu. Przypominam, o czym mówimy, nazywam jedną najważniejszą myśl, oddzielam fakt od komentarza i nie zakładam, że każdy słucha od początku. Radio jest strumieniem, do którego ludzie wchodzą w różnych miejscach. Prowadzący musi budować mosty dla spóźnionych, nie zanudzając tych, którzy są z nim od pierwszej minuty.

    Nie ma nudnych tematów, są tematy bez stawki

    Utrzymanie słuchacza nie polega na ciągłym podnoszeniu napięcia. Gdy wszystko jest szokujące, niewiarygodne, przełomowe i już za chwilę, po pewnym czasie nic nie jest ważne. Ludzka uwaga reaguje na niepewność, zmianę oraz obietnicę uzyskania odpowiedzi. Zaufanie reaguje natomiast na to, czy nadawca dotrzymuje złożonej obietnicy.

    Przed wejściem antenowym zadałbym sobie pięć prostych pytań. Do kogo teraz mówię? Dlaczego ten człowiek ma zostać ze mną przez następną minutę? Jaki jeden obraz albo sens powinien zapamiętać? Jaką obietnicę dalszego ciągu składam? W którym momencie ją domknę?

    To mój autorski model pracy, wynikający z doświadczenia radiowego i późniejszego patrzenia na komunikację oczami psychologa. Nie potrzebuję do niego magicznych technik wpływu. Potrzebuję dyscypliny i świadomości, że każde wejście zabiera słuchaczowi fragment uwagi, za który powinien otrzymać coś wartościowego.

    Dobre otwarcie nie musi krzyczeć. Może rozpocząć scenę, nazwać zmianę, zadać uczciwe pytanie albo powiedzieć odbiorcy, dlaczego sprawa dotyczy właśnie jego. Następnie trzeba poprowadzić myśl w czytelnym rytmie, dać jeden konkretny detal i doprowadzić do znaczenia.

    Jeżeli zapowiadam odpowiedź, powinienem jej udzielić. Niedomknięcie bywa sztuką. Notoryczne zwodzenie odbiorcy jest tylko zużywaniem zaufania.

    Każdy format radiowy odpowiada na inną potrzebę

    Poranny program buduje rytuał i orientację. Słuchacz budzi się, sprawdza pogodę, sytuację na drogach, najważniejsze wydarzenia i emocjonalny klimat dnia. Prowadzący nie musi być najzabawniejszą osobą w kraju. Powinien pomóc człowiekowi przejść z prywatnego półsnu do społecznej rzeczywistości. Duet może tu działać znakomicie, jeśli rozmowa ma prawdziwą dynamikę, a nie jest zawodami w głośnym śmianiu się z żartów, których nikt poza studiem nie zrozumiał.

    Drive time, czyli pasmo powrotów, opiera się na użyteczności i regulowaniu napięcia. Kierowca jest zmęczony, przeciążony, czasem zły. Potrzebuje informacji krótkiej, lokalnej i możliwej do zastosowania, ale także głosu, który nie dodaje chaosu do chaosu. Nocny Patrol i Dzienny Patrol wyrastały właśnie z takiej realnej potrzeby, zanim aplikacje zaczęły prowadzić człowieka przez każdy korek.

    Talk radio i phone-in wykorzystują potrzebę uczestnictwa, identyfikacji oraz konfrontowania własnego zdania z opiniami innych. Telefon od słuchacza zmienia audycję z monologu w wydarzenie społeczne. Gospodarz musi jednak potrafić słuchać, nazywać główną myśl rozmówcy i pilnować granic. Upokorzenie dzwoniącego może chwilowo pobudzić publiczność, lecz wszystkich pozostałych uczy, że antena nie jest bezpiecznym miejscem wypowiedzi.

    Newswheel, czyli powtarzalny cykl wiadomości, pogody, ruchu i krótkich rozmów, odpowiada na sposób korzystania z radia informacyjnego. Człowiek wchodzi do strumienia na kilka lub kilkanaście minut. Powtórzenie nie jest tutaj wadą, ale architekturą formatu, pod warunkiem że najważniejsze informacje pozostają klarowne, a kolejne aktualizacje rzeczywiście coś wnoszą.

    Nocna audycja rozmowna działa inaczej. Tempo może zwolnić, pytania mogą stać się głębsze, a cisza przestaje być techniczną katastrofą. Badania nad codziennymi praktykami słuchania prowadzone przez Amandę Krause wskazują, że odbiorcy mogą wiązać radio z komfortem, wspólnotą, relaksem i regulowaniem nastroju. Prezenter nie zastępuje realnej relacji, lecz może sprawić, że samotna przestrzeń nie będzie całkiem pusta.

    Reportaż i feature radiowy uruchamiają uwagę narracją, bohaterem, konfliktem, dźwiękiem i zmianą. Tutaj odbiorcy nie zatrzymuje konkursowe pytanie, lecz potrzeba poznania dalszego losu człowieka. Format muzyczny z wyrazistym prowadzącym opiera się natomiast na kuratorstwie i tożsamości. Słuchacz może znaleźć piosenkę sam, ale wraca do osoby, której gust, wiedza i sposób opowiadania pomagają mu tę piosenkę przeżyć.

    Słuchacza przy mikrofonie utrzymuje się słuchaniem

    Jeżeli mówiąc o słuchaczu przy mikrofonie, mam na myśli także osobę, która dodzwoniła się do programu, najważniejszym narzędziem prowadzącego nie jest kolejne pytanie. Jest nim dowód, że poprzednia odpowiedź została naprawdę usłyszana.

    Używam imienia, krótko odzwierciedlam sens wypowiedzi, dopytuję o jeden konkret i pozwalam sobie na sekundę ciszy. Rozmówca nie może czuć, że stał się tylko trampoliną do następnej efektownej kwestii gospodarza.

    Na żywo szczególnie łatwo pomylić dynamikę z przerywaniem. Dobre tempo rozmowy nie polega na tym, że nikt nie kończy zdania. Powstaje wtedy, gdy pytanie prowadzi do odpowiedzi, odpowiedź wpływa na kolejne pytanie, a odbiorca słyszy rozwój rozmowy, nie odczytywanie przygotowanej listy.

    Psycholog powiedziałby, że człowiek angażuje się mocniej, gdy doświadcza sprawczości i bycia rozumianym. Radiowiec może powiedzieć to prościej. Najlepsza rozmowa zaczyna się wtedy, gdy prowadzący przestaje czekać wyłącznie na własną kolej mówienia.

    Dane pokazują zasięg, ale nie tłumaczą całej więzi

    Według danych Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w drugim kwartale 2026 roku radia słuchało codziennie blisko 63 procent Polaków w wieku od 15 do 75 lat, czyli około 18,4 miliona osób. Przeciętny czas słuchania wynosił cztery godziny i siedem minut. Te liczby przeczą łatwej opowieści o śmierci radia. Pokazują również, że walka o uwagę nie dotyczy medium marginalnego.

    Jako badacz nie zatrzymałbym się jednak na zasięgu i udziale w czasie słuchania. Pytałbym, w której minucie ludzie odchodzą, po jakim typie wejścia wracają, jakie tematy uruchamiają telefony, czy odbiorcy zapamiętują główną informację i czy potrafią rozpoznać wartości programu. W transmisji internetowej można analizować retencję, momenty odpływu, ponowne uruchomienia i aktywność wokół audycji. W klasycznym radiu pozostają badania słuchalności, eksperymenty programowe, dzienniczki, telefony, wiadomości i jakościowe rozmowy ze słuchaczami.

    Żaden wskaźnik nie powinien jednak udawać człowieka. Wysokie pobudzenie może zatrzymać odbiorcę, ale nie musi budować zaufania. Kontrowersja potrafi zwiększyć liczbę komentarzy, a jednocześnie obniżyć wiarygodność prowadzącego. Psychologia mediów pomaga interpretować dane, ponieważ pyta nie tylko, czy słuchacz został, lecz także w jakim stanie emocjonalnym został i co zabrał ze sobą po wyłączeniu odbiornika.

    Psychologia mediów nie jest nazwą manipulacji

    Wiedzę o uwadze można wykorzystać do klarowniejszego informowania albo do konstruowania coraz skuteczniejszych przynęt. Wiedzę o emocjach da się zastosować, by odpowiedzialnie opowiedzieć o tragedii, albo by wycisnąć z niej kilka minut sensacji. Mechanizm może być podobny, lecz intencja, sposób użycia i konsekwencje pozostają zupełnie inne.

    Jako psycholog i dawny reporter uważam, że skuteczność nie może być jedynym kryterium dobrej pracy medialnej. Prowadzący wpływa na pobudzenie odbiorcy, jego poczucie zagrożenia, ocenę innych ludzi i społeczną temperaturę rozmowy. W sytuacji kryzysu powinien oddzielać fakty od hipotez, unikać niepotrzebnej drastyczności, nie diagnozować ludzi na odległość i nie zmieniać cudzego cierpienia w dekorację własnego programu.

    Paradoksalnie właśnie takie ograniczenia pomagają budować długotrwałą uwagę. Odbiorca może na chwilę zatrzymać się przy krzyku, ale wraca do miejsca, w którym spodziewa się sensu. Radio nie wygra z algorytmami, stając się bardziej agresywnym algorytmem. Może wygrać żywą odpowiedzialnością, lokalnością, niepowtarzalnością chwili i głosem, który potrafi być blisko bez przekraczania granic.

    Krzyk zatrzymuje na moment. Wiarygodność przyprowadza słuchacza jutro.

    Po drugiej stronie mikrofonu zawsze jest jedna osoba

    Badania pokazują miliony słuchaczy, lecz przy mikrofonie nie wolno mówić do milionów. Tłum nie ma kuchni, samochodu, bezsennej nocy ani drogi do domu. Ma je pojedynczy człowiek. To właśnie do niego mówię.

    Psychologia mediów daje dziennikarzowi język potrzebny do zrozumienia tego, co dobry radiowiec często przeczuwał intuicyjnie. Uwaga jest ograniczona. Głos tworzy pierwsze wrażenie szybciej niż argument. Wyobraźnia słuchacza stanowi część przekazu. Powtarzalność buduje rytuał. Autentyczność nie oznacza braku przygotowania. Napięcie wymaga domknięcia. Relacja jest ważniejsza od popisu, a słuchanie bywa potężniejszym narzędziem niż mówienie.

    Gdybym miał dzisiaj ponownie zapalić czerwone światło i rozpocząć program na żywo, przygotowałbym fakty, konstrukcję oraz pierwsze zdanie. Resztę zostawiłbym uważności. Bo słuchacza nie utrzymuje się przy radiu siłą. Daje mu się powód, żeby został.

    Radio zaczyna się przy mikrofonie, ale wydarza się dopiero w człowieku.

    Robert Erben Błaszczyk

    Psycholog, psychotraumatolog, dziennikarz i badacz mediów, twórca Nocnego Patrolu, Dziennego Patrolu i Powietrznego Patrolu Radia Klakson.

    Wybrane źródła i opracowania

    American Psychological Association, Society for Media Psychology and Technology, materiały dotyczące zakresu psychologii mediów

    Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, „Ranking liderów rynku radiowego w II kwartale 2026”, 16 lipca 2026

    Komitet Badań Radiowych, „Raport RADIO 2025”

    McAleer P., Todorov A., Belin P., „How Do You Say ‘Hello’? Personality Impressions from Brief Novel Voices”, PLOS ONE, 2014

    Rodero E., „See It on a Radio Story. Sound Effects and Shots to Evoked Imagery and Attention on Audio Fiction”, Communication Research, 2012

    Rubin A. M., Step M. M., „Impact of Motivation, Attraction, and Parasocial Interaction on Talk Radio Listening”, Journal of Broadcasting and Electronic Media, 2000

    Spangardt B., Ruth N., Schramm H., „How Radio Presenter Personalities Influence Listeners’ Interactions with Radio Stations”, Journal of Radio and Audio Media, 2016

    Krause A. E., „The Role and Impact of Radio Listening Practices in Older Adults’ Everyday Lives”, Frontiers in Psychology, 2020

  • Między eterem a asfaltem: radiowa szkoła życia

    Między eterem a asfaltem: radiowa szkoła życia

    „Nocny Patrol” to audycja, która przez od 1995 do 2002 roku była nie tylko programem radiowym, ale i symbolem pewnej epoki. Zaczęło się to w 1992 roku od prostego pomysłu – przenieść na antenę to, co słychać w CB-radiu. Jeszcze zanim powstało Radio Klakson, a działo się to w Radiu Frank we Wrocławiu, pojawiła się idea, by połączyć dziennikarstwo z nocnymi wyprawami na autostradę A4. W tamtych czasach w Polsce dopiero rodziło się przekonanie, że kierowcy mogą tworzyć wspólnotę, dzielić się informacjami i wspierać na trasie. Nie istniały żadne aplikacje, bowiem telefony komórkowe stanowiły tymczasem źródło westchnień zaczynających swoje biznesy pierwszych polskich przedsiębiorców, a internet… Internet był opisany jako nadchodzącą przyszłość. Dlatego „Nocny Patrol” stał się miejscem, w którym anonimowi uczestnicy ruchu mogli się wypowiedzieć, a radio zaczęło pełnić rolę towarzysza w podróży. Czego nie chcę tu napisać – ta audycja miała również czysto osobiste fundamenty związane ze śmiercią na drodze, która dotknęła osobę bliską naszej redakcji z radia Frank. Ponad 30 lat później wiem, że bez tej wspólnej naszej młodzieńczej tragedii nigdy nie powstałby „Nocny Patrol” w Radiu Klakson. Te dwie sytuacje dzieło kilka lat. A jednak moc drogowego dramatu, jaka dotknęła młodych wówczas prezenterów z dawno zapomnianego Radia Frank wpłynęła na kształt programu w Klaksonie. I to jak!

    Tworzenie programu wymagało nie tylko energii, ale też ogromnej dyscypliny. Nocne wyprawy na autostradę, zbieranie informacji, rozmowy z kierowcami i dyspozytorami przeplatały się z codziennymi obowiązkami w radiu. Często wyglądało to tak, że po całej nocy jazdy, z adrenaliną w żyłach, trzeba było natychmiast prowadzić inne audycje – jak listy przebojów czy pasma muzyczne. Taka logistyka i balansowanie między różnymi zadaniami były możliwe tylko dzięki młodzieńczej energii i pasji do mikrofonu Roberta Błaszczyka.

    Były też momenty, które zostaną w pamięci na zawsze. Te dramatyczne i te humorystyczne. Jednym z takich zapadających w pamięć wspomnień była podróż z Nysy do Wrocławia w samych slipkach – mokre ubrania suszyły się na desce rozdzielczej. Po dotarciu do studia wystarczyło wskoczyć w wilgotne jeszcze skarpetki i zasiąść przed mikrofonem, jakby nic się nie wydarzyło. Takie chwile najlepiej oddają atmosferę tamtych lat – pełną improwizacji, poświęcenia i, nie miejcie żalu o to określenie, ale pozytywnego szaleństwa, bez którego trudno byłoby to wszystko wykreować, a potem unieść.

    Ale „Nocny Patrol” to nie tylko wyzwania i odpowiedzialność. To także przeciwieństwo innych audycji – zwłaszcza list przebojów, takich jak PLP 50, PLP 30 czy PLP BIS. Prowadzone w duetach, pełne humoru i spontaniczności, były weekendową dawką rozrywki dla słuchaczy i okazją do odreagowania napięcia dla prowadzących po bardziej wymagających, nocnych programach. Śpiewane na żywo piosenki, rozmowy z dzwoniącymi słuchaczami, kartki pocztowe i faksy zalewające studio – wszystko to tworzyło niepowtarzalny klimat sobotnich audycji. Ta różnorodność – z jednej strony poważny, odpowiedzialny „Patrol”, a z drugiej lekka, rozrywkowa lista – budowała barwny obraz życia radiowego pełnego kontrastów.

    Z perspektywy czasu widać, że to były lata pełne czegoś więcej niż tylko radiowych doświadczeń. „Nocny Patrol” uczył odpowiedzialności, refleksu i radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Listy przebojów z kolei pokazywały, jak nawiązywać kontakt ze słuchaczem, jak rozumieć jego emocje i potrzeby. Razem stały się fundamentem, na którym można było później budować inne ścieżki zawodowej kariery Roberta Błaszczyka – nawet w dziedzinach takich jak psychologia, gdzie kluczowe jest zrozumienie człowieka i jego przeżyć.

    Dziś „Nocny Patrol” pozostaje w pamięci jako symbol tamtych lat – odwagi, poświęcenia i radiowej pasji. Dla jednych był źródłem informacji, dla innych towarzyszem w trasie, a jeszcze dla innych – po prostu częścią młodości spędzoną przy radiu. Dla autora – Roberta Błaszczyka – był szkołą życia, która pokazała, że radio to coś więcej niż fale eteru: to więź między ludźmi, których łączy wspólna droga – nawet jeśli trwa tylko kilka godzin nocnej podróży.

    A na koniec w radiu po długiej zapowiedzi czas oczywiście na kolejny kawałek wytworni Erben Music. Trudno nie doszukiwać się tu pasji autora do twórczość Dawida Lyncha…

  • Radio w samochodzie – koniec ery czy początek nowej drogi?

    Radio w samochodzie – koniec ery czy początek nowej drogi?

    Pamiętam, kiedy pierwszy raz usiadłem za kierownicą własnego samochodu. Przekręciłem kluczyk, w głośnikach zabrzmiała znajoma melodia z lokalnej stacji, a ja poczułem, że zaczyna się podróż. Radio w samochodzie było wtedy czymś oczywistym – towarzyszem, przewodnikiem, czasem nawet powiernikiem w długiej trasie.

    Ta strona, na której czytasz ten tekst, miała początkowo powstać tylko po to, by wspominać akcję „Nocny Patrol”. Jednak od momentu, gdy zaczęli pisać do mnie czytelnicy – prosząc o moje aktualne opinie i spostrzeżenia na temat radia jako kanału komunikowania – wiedziałem, że muszę poszerzyć jej tematykę. I tak zaczęła się moja podróż w głąb współczesnego radia. Liczę, że po przeczytaniu tego artykułu zostawicie swoje komentarze – zarówno słuchacze, jak i dziennikarze.

    Złota era radia na czterech kołach

    Jeszcze niedawno radio samochodowe było królem dróg. Włączenie FM podczas porannego dojazdu do pracy czy weekendowej trasy na wakacje było rytuałem łączącym kierowców na całym świecie. Jako dziennikarz radiowy i badacz mediów pamiętam poranne audycje, w których głos prowadzącego stawał się znajomym głosem dnia. Wiadomości, raporty drogowe, muzyka – wszystko było na wyciągnięcie ręki, a raczej – na przekręcenie pokrętła. Choćby sukces opisanej tu wielokrotnie akcji „Nocny Patrol” pokazuje ówczesny sens i zapotrzebowanie na swoiste „radio kierowców”.

    Radio przetrwało narodziny telewizji, modę na płyty CD, pojawienie się internetu i odtwarzaczy MP3. Ale dziś mierzy się z przeciwnikiem, który zmienił zasady gry – z cyfrową rewolucją.

    Cyfrowy kierowca – zmiana nawyków słuchania

    Kiedyś wybór był prosty: radio, kaseta czy płyta. Teraz każdy kierowca ma w kieszeni smartfon z nielimitowanym dostępem do YouTube, Spotify, Apple Podcasts, Audible czy Rumble. Sam łapię się na tym, że w trasie przełączam między aplikacjami – raz słucham muzyki z playlisty, raz podcastu, a innym razem wiadomości z radia.

    Badania Edison Research („Infinite Dial 2024”) pokazują, że 82–85% dorosłych Amerykanów nadal słucha radia co tydzień. To imponujące, ale czas poświęcany na słuchanie maleje, zwłaszcza wśród osób w wieku 18–34 lat. Ci, którzy dorastali ze smartfonem w ręku, często traktują radio jako ciekawostkę, a nie główne źródło muzyki czy informacji.

    USA – bastion radia, ale z wyraźnymi pęknięciami

    W wynikach badań słuchalności z USA zauważyłem, że radio FM i AM wciąż ma mocną pozycję w samochodach. 42% kierowców deklaruje, że to ich główne źródło audio w trasie. Na drugim miejscu są serwisy streamingowe (34%), a na trzecim – podcasty i audiobooki (26% razem).

    Mocne strony amerykańskiego radia to:

    • Audycje poranne i popołudniowe tworzące poczucie wspólnoty.
    • Talk radio, zwłaszcza o profilu politycznym i sportowym.
    • Format „classic hits” i country – uwielbiane w mniejszych miastach.

    Jednak nawet najlepsza stacja musi dziś konkurować z tym, że Spotify i Apple Music dają muzykę bez reklam, a podcasty – ulubionych prowadzących o dowolnej porze.

    Japonia – tradycja kontra YouTube

    W Japonii radio nigdy nie było tak dominujące jak w USA. Tamtejsza kultura komunikacji publicznej ograniczała rolę radia, ale w mniejszych miastach i na wsiach wciąż ma wiernych fanów, szczególnie wśród osób 40+.

    W Tokio YouTube przejmuje funkcję głównego źródła muzyki. W samochodach częściej słychać playlisty z telefonu niż fale FM. Podcasty dopiero zdobywają popularność, na razie w formach krótkich – językowych, edukacyjnych, rozrywkowych.

    Raport Japan Commercial Broadcasters Association (2024) potwierdza, że radio wygrywa tam w lokalnych wiadomościach i kulturze, ale przegrywa w muzyce z serwisami streamingowymi.

    Nowi gracze na drodze – YouTube, Rumble, Spotify

    Nie jest już tak, że radio walczy tylko z innymi stacjami. Dziś największymi konkurentami są platformy:

    • YouTube – gigant, który stał się największą „stacją muzyczną” świata.
    • Rumble – zyskujący popularność wśród odbiorców o konserwatywnych poglądach, alternatywa dla tradycyjnego talk radio.
    • Spotify, Apple Podcasts, Audible – personalizacja i brak ograniczeń czasowych.

    Jako badacz widzę tu jeden wspólny mianownik – kontrolę treści przejął słuchacz.

    Koniec raportów drogowych?

    Jeszcze 20 lat temu nikt nie wyobrażał sobie poranka bez raportu drogowego w radiu. Dziś Google Maps, Waze czy Apple Maps, czy Yanosik w Polsce dają kierowcy aktualne informacje, proponują objazdy i uwzględniają korki oraz pogodę.

    Radio nadal wygrywa jednak w kryzysie. W USA – w komunikatach pogodowych i Amber Alert. W Japonii – w ostrzeżeniach o trzęsieniach ziemi czy tsunami. W sytuacjach nadzwyczajnych to wciąż najszybszy kanał dotarcia do kierowców.

    Co naprawdę słychać w samochodach?

    Z najnowszych badań (Edison Research, Statista, IFPI) wynika:

    • Muzyka – numer jeden, niezależnie od źródła.
    • Podcasty – najszybciej rosnąca kategoria.
    • Audiobooki – popularne w USA, mniej w Azji.
    • Programy informacyjne – doceniane przez kierowców 40+.
    • Treści wideo odtwarzane w tle – YouTube, Twitch, transmisje sportowe.

    W USA w 2024 roku podział wygląda tak:
    Radio AM/FM – 42%
    Streaming muzyki – 34%
    Podcasty – 17%
    Audiobooki – 7%

    Dokąd zmierza radio samochodowe?

    Prognozy są jasne: radio nie zniknie, ale będzie inne. W USA utrzyma się jako medium towarzyszące, oparte na lokalności i unikalnych treściach. W Japonii stanie się bardziej niszowe, skupione na kulturze i komunikatach kryzysowych.

    Dla branży lekcja jest oczywista – trzeba być tam, gdzie słuchacz. To oznacza obecność w aplikacjach, integrację z systemami w samochodach, tworzenie podcastów z fragmentów audycji, a nawet wideo.

    Patrząc na to z perspektywy dziennikarza, który spędził tysiące godzin w studiu i w terenie, wiem jedno – radio w samochodzie nie umiera. Zmienia się, dostosowuje, walczy o uwagę w świecie, gdzie kierowca ma pod ręką całą bibliotekę świata.

    I właśnie o tym chcę tu rozmawiać – dlatego liczę na komentarze słuchaczy i dziennikarzy.

  • Po ciemnej stronie radia

    Po ciemnej stronie radia

    Jeep z napisem Patrol stał na jednym z nieczynnych wiaduktów autostrady. Pod tym wiaduktem pędziły samochody, każdy w swoją stronę. Robert w Jeepie słuchał ostatnich taktów piosenki Stana Ridgwaya, Camouflage, by za chwilę rozpocząć kolejne wejście w programie Nocny Patrol.

    Była zwykła noc. Może trochę chłodniejsza. Piątek, a właściwie już sobota. Na ulicach wciąż dało się wyczuć echo klubów, w mieszkaniach światła gasły jedno po drugim. A w eterze… głos Roberta Erbena. Taki, jak trzeba. Dokładny. Uważny. Taki, który nie krzyczał, nie dopowiadał. Po prostu był. I mówił do tych, którzy jechali. Albo nie mogli zasnąć. Albo chcieli wiedzieć, co dzieje się za oknem — tam, gdzie noc dotyka drogi.

    Studio radiowe w tamtych latach wyglądało jak mały statek kosmiczny. W ciemnym pokoju tliły się setki lampek, kolorowych przycisków, migających wskaźników. Prezenter siedział przed konsolą jak pilot. Wkładał kolejne płyty kompaktowe do odtwarzacza, czasem kasety, ustawiał suwaki, ale to nie była tylko technika — on był też duszą programu. Jednym z takich ludzi był Marek. Często właśnie on odbierał połączenia od Roberta. I też do niego Robert mówił między wejściami:
    — Marek, słyszysz mnie? Poza tymi wypadkami, tą drogą, tym rozbitym szkłem… Spójrz, jaki księżyc. Jak piękna, chłodna noc.
    — Słyszę cię, Robert. Jesteśmy z tobą. Cała noc.

    Nocny Patrol nie potrzebował fanfar. Wystarczyło, że Robert był. I że jechał. Z mikrofonem, z reflektorem, z samotnością, która była jego codziennością. Relacje były surowe. Miejsce wypadku. Marka samochodu. Warunki pogodowe. I ta najcięższa informacja. Że ktoś nie żyje. Zawsze ktoś. A potem wchodziła muzyka. I nie była dodatkiem. Była przestrzenią. Wypełniała ciszę, która zostawała po raportach.

    Czasem puszczali Mr. of America. Jakby ktoś krzyczał do kraju, który i tak nie słucha. Czasem Tears in Heaven Claptona. Innym razem coś od Edyty Bartosiewicz — Sen, jakby śpiewała dla tych, którzy nie mogli zasnąć.

    W tamtych latach radio było czymś więcej. To był teatr wyobraźni. W Polsce właśnie rodziło się komercyjne radio — po roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym czwartym powstawały stacje, które wkrótce znała cała Polska. Miliony ludzi słuchały radia — w pracy, w domu, w samochodzie. Włączali je również do snu. Było normalne, że radio grało całymi dniami i nocami. Ale sygnał Nocnego Patrolu nie szedł niestety przez cały kraj. On niósł się przez Dolny Śląsk i Opolszczyznę. I wzdłuż autostrady A4 — tam, gdzie noc była najgłębsza, a radio najbliższe.

    Radio było wtedy nie tylko dźwiękiem — było towarzyszem. Słuchało się go najczęściej na trasie. W kabinach TIR-ów, w służbowych busach, w karetkach i radiowozach. W autach jadących ze wschodu na zachód i z zachodu na wschód. Gdzieś pomiędzy Legnicą a Kędzierzynem, gdzie sygnał był jeszcze czysty, bez szumów. Byli ludzie, którzy non-stop jeździli po A4 i mimo tego nie znali tam nikogo – poza głosem Roberta.

    — Marek, daj mi sekundę, ja tu tylko zjeżdżam — mówił Robert. I słychać było, jak silnik Jeepa schodzi z obrotów. — Jest jeden radiowóz, wygląda, że coś się wydarzyło. Zobaczmy.

    Ale na szczęście nie tym razem. Nie było efektów. Żadnej dramaturgii. Tylko głos. I odgłos kroków. Czasem wiatr. Czasem oddech.

    A potem znów muzyka. Everybody Hurts R.E.M. I już nikt nie musiał nic mówić. Ta piosenka wystarczała.

    W studiu, po drugiej stronie łącza, siedział Waldek. Czasem Marek, czasem Józek. Oni odbierali telefony. Oni robili łączenia. Czasem między kolejnymi wejściami Roberta, w chwilach ciszy, odzywał się jeden z nich:
    — Mamy telefon od pana Tadeusza z Lubania. Mówi, że właśnie minął Roberta na wysokości Krzywej. Że chciał tylko powiedzieć: „Trzymaj się, chłopie. Dobrego powrotu.”

    Byli głosami, które spajały ten świat. Jak narratorzy niewidzialnego spektaklu. Nie opowiadali rzeczywistości — oni ją przeżywali razem ze słuchaczami. Kiedy Robert mówił o mgle, oni patrzyli na czujniki na dachu radia. Kiedy opowiadał o wypadku, oni szukali informacji w policyjnych notatkach. A kiedy zapadała cisza… wtedy zostawała tylko muzyka.

    Czasem Fields of Gold Stinga, kiedy było trzeba przypomnieć sobie, że świat mimo wszystko potrafi być piękny. Czasem One U2 — kiedy coś trzeba było przeżyć wspólnie, nawet bez słów.

    Niektórzy słuchali go w szlafrokach, siedząc na brzegu łóżka z kubkiem herbaty. Inni — w brudnych kurtkach roboczych, opierając się o maski swoich ciężarówek. Jeszcze inni w służbowych radiowozach, gdzieś pod wiaduktem. I każdy z nich słyszał ten sam głos. Tę samą przestrzeń. Ten sam Nocny Patrol.

    Ludzie dzwonili. Do studia. Czasem tylko po to, żeby być. Żeby zostawić ślad.
    — Dobry wieczór… jechałem dziś tą samą drogą. I dobrze, że ktoś tam jest.
    — Proszę przekazać Robertowi, że w Brzegu właśnie zaczęła się ulewa. Może warto powiedzieć innym.
    — To ja, Roman z lawety. Robert, dzięki, że jesteś.

    Wśród twardych ludzi drogi ten program rozpalał empatię, wzajemny szacunek i poczucie przynależności. Jakby przez te noce, przez te opowieści, przez te piosenki — ktoś przypominał im, że nie są sami. Że są częścią czegoś większego.

    Czasem, gdy kończyła się noc i zbliżała piąta rano, na niebie nad autostradą robiło się jaśniej. Światła radiowozów gasły, auta zjeżdżały na parkingi, a Robert mówił jeszcze ostatnie zdanie, zanim na antenie pojawiał się serwis informacyjny.
    — Dzięki, że byliście. Do usłyszenia.

    Nie zawsze mówił „dobranoc”. Czasem nie mówił nic. Zostawiał tylko ciszę. I piosenkę. Może One of Us, może Zegar. Coś, co pasowało do tej chwili, jakby słowa nie były już potrzebne.

    Wtedy studio na chwilę znów zamieniało się w żywy organizm. Marek zdejmował słuchawki. Waldek się przeciągał. Ktoś jeszcze coś pisał w zeszycie z notatkami. Cisza po takim programie była inna. Nie była zwyczajna. Miała wagę. Jak po rozmowie, której się nie zapomni.

    To nie była audycja. To była obecność. Światło w trasie. Głos w kabinie. Serce, które biło gdzieś pomiędzy Wrocławiem a Strzelcami Opolskimi. I które wciąż — gdzieś w pamięci — bije.

  • NOCNY PATROL: GŁOS Z CIEMNOŚCI

    NOCNY PATROL: GŁOS Z CIEMNOŚCI

    Prawdziwa historia Roberta Erbena – dziennikarza, który przez prawie siedem lat był głosem z miejsc, gdzie życie kończyło się na oczach słuchaczy

    To nie jest fikcja. To nie radiowy performance ani forma artystycznej prowokacji. To dokumentalna, wstrząsająco autentyczna historia człowieka, który stworzył w Polsce program, jakiego wcześniej nie było – i jakiego, po nim, nikt już nie odważył się powtórzyć.

    Moim rozmówcą jest Robert Erben – z zawodu i wykształcenia specjalista od PR i dziennikarz, od lat kształcący się w nowej swojej pasji psychologii i psychotraumatologii; dziś już poza mikrofonem, ale wciąż noszący w sobie echo tamtych nocy. Przed 23 laty zakończył projekt, który rozpoczął się niemal trzy dekady temu. Jako reporter ponadregionalnej stacji radiowej z nadajnikami we Wrocławiu i Opolu, relacjonował z podwrocławskiej autostrady A4 i dróg przyległych przebieg najtragiczniejszych zdarzeń drogowych – na żywo, z kabiny Jeepa. Akcja ta nosiła nazwę Nocny Patrol.

    Dziś wraca do tamtych chwil, do emocji, które zostawił na antenie – i do tych, które zostały w nim.

    WYWIAD

    Skąd w ogóle wziął się pomysł na „Nocny Patrol”? Czy to była potrzeba społeczna… czy raczej osobisty impuls? A może po prostu… nie mogłeś spać?

    Robert Erben:
    Idea programu Nocny Patrol wzięła się z dwóch czynników. Pierwszym był czynnik osobisty. Kilka lat przed rozpoczęciem pracy w tym radiu, pracując w innym wrocławskim radiu Frank, prowadziłem program z koleżanką, która zginęła w wypadku samochodowym. Gdy po kilku latach od tego zdarzenia miałem okazję pracować w radiu motoryzacyjnym, w radiu dla kierowców, chciałem zrobić coś, co poprawi bezpieczeństwo na drogach. Moi koledzy, którzy byli ratownikami drogowymi, zabrali mnie wtedy na jeden z ich patroli na autostradę. To było moje pierwsze zetknięcie ze śmiercią – i wtedy właśnie zrodził się pomysł programu.

    Kiedy po raz pierwszy wszedłeś na antenę z relacją na żywo z miejsca wypadku… co dokładnie czułeś?

    Robert Erben:
    Byłem pierwszy w Polsce, nie miałem się na kim wzorować, ani od kogo uczyć. Przypominały mi się amerykańskie filmy drogi z lat siedemdziesiątych, gdzie reporterzy robili coś podobnego. Pojechałem z ratownikami dwa dni przed Wigilią w 1995 roku. Tam po raz pierwszy zetknąłem się z ciałem ofiary. Opisuję to w opowiadaniu „Mandarynka”. Wtedy zrozumiałem, że to ma sens – że warto o tym mówić.

    Czy pamiętasz moment, w którym dotarło do ciebie, że to, co robisz, to nie tylko relacja… ale że stajesz się głosem dla tych, którzy już głosu nie mają?

    Robert Erben:
    Tak, dlatego ta akcja trwała prawie siedem lat bez przerwy. Nigdy przedtem ani potem nikt nie realizował takiej operacji tak długo i z takim zaangażowaniem. Nocny Patrol ewoluował, rozwijał się wraz ze mną. Najpierw był to program z samochodu, potem dodałem Powietrzny Patrol z samolotu i na koniec z policyjnego śmigłowca Mi 2. Jednak w początkowej fazie Nocnego Patrolu jego nie tylko informacyjna siła dotarła do mnie po relacjach z dnia Wszystkich Świętych – 1 listopada – kiedy ludzie dzwonili do radia po moich wejściach i po prostu płakali. Dziękowali, że mówiłem w imieniu tych, którzy zginęli. Zrozumiałem, że to coś ważnego i potrzebnego. Także tym, który już nigdy nie wyruszą w kolejną podróż.

    Jak wyglądała twoja codzienność? Czy miałeś jakieś rytuały, ekipę, czy po prostu wyjeżdżałeś w noc jak samotny bohater noir?

    Robert Erben:
    Wyjeżdżałem bardzo często sam – najczęściej w nocy z piątku na sobotę, kiedy ruch na A4 był największy. Miałem wielu informatorów i wykształciłem coś na kształt intuicji. Jechałem w ciemność i często trafiałem tam, gdzie coś się wydarzało. To było jak radar, coś, czego dziś już nie mam. Czasami relacjonowałem co pół godziny, czasem co godzinę. Relacje trwały od kilkudziesięciu sekund do czasem kilku minut. Nadawałem z obszaru od Legnicy, przez Wrocław, aż za Opole. I tak – zdarzyło mi się pęknąć. Opowiadam o tym w historii o spalonych ciałach.

    Czy kiedykolwiek miałeś moment, w którym chciałeś to wszystko rzucić? Odciąć mikrofon, zgasić silnik i zniknąć?

    Robert Erben:
    Musiałem przestać, kiedy radio zmieniło właściciela. Ale dopóki mogłem, robiłem to bez przerwy. Tylko moja własna psychika czasem mówiła: „dość”. Nigdy jednak nie miałem wątpliwości, że ta misja była potrzebna. Nocny Patrol zweryfikował biznes i nowi zarządcy stacji. Dla nich ta akcja była chyba – bo tego nikt mi nigdy nie powiedział wprost – kłopotliwa. Nie mieściła się w żadnym formacie. Była na swój sposób również nieprzewidywalna. Komercyjne radio ma dawać zabawę, grać muzykę. To chyba jest tańsze i łatwiejsze w realizacji. A ja mogłem nieopatrznie zacząć w piątek wieczorem na otwarcie weekendu mówić o śmieci na drodze.

    Po co dziś powstaje ta strona internetowa? Co chcesz przekazać nowemu pokoleniu, które nie zna tej historii?

    Robert Erben:
    Po pierwsze – ostrzegam. Uważajcie na siebie. Na drogach tak naprawdę nie zmieniło się nic. Po drugie – chcę zostawić ślad. Od zakończenia akcji minęły ponad 23 lata. Dziś mamy GPS-y, nawigację, aplikacje. Ale wtedy, na początku komercyjnych mediów w Polsce, było radio. I był taki program. I był Robert, który wierzył, że warto mówić, zanim będzie za późno.

    Na koniec… jedno zdanie dla tych, którzy cię wtedy słuchali – i jedno dla tych, którzy dopiero dziś dowiadują się, kim byłeś.

    Robert Erben:
    Dziękuję, że słuchaliście wtedy i dziękuję, że czytacie ten wywiad dzisiaj. A w drodze i na drodze, jeździjcie, prowadźcie tak, żeby każda podróż miała swój bezpieczny koniec.
    Życzę wam tylu wyjazdów, co i powrotów do domu.
    Mówił Robert Erben.

  • Spalona mapa

    Spalona mapa

    To była piękna, wiosenna niedziela. Taka, którą człowiek chciałby zapamiętać jako lekki dzień. Zieleń aż biła po oczach. Pola przy drodze pachniały świeżością, a powietrze było tak przejrzyste, że aż dziwiło, jak może się tak zmienić w jednej chwili.

    Dwa samochody. Zwykłe zderzenie — tak to się zaczęło.

    Jeden z nich wiózł trzy osoby, drugi dwie.

    Żadnych wielkich prędkości. Żadnego pisku opon, który ostrzegłby przed tym, co zaraz się wydarzy. Tylko zgrzyt, uderzenie na lekkim zakręcie i cisza. Przez krótką chwilę.

    Paliwo zaczęło się lać po asfalcie. Ktoś później mówił, że to od nagrzanych silników, może od słońca — nieważne. Wystarczyła iskra. Może z tłumika, może z otartego metalu. W jednej sekundzie płomień wspiął się po karoserii jak po suchym papierze.

    A potem była już tylko pożoga.

    Byłem tam. Jechałem jako reporter Nocnego Patrolu. Jeepem. Zatrzymałem się przy rowie, nie dalej niż pięćdziesiąt metrów od nich. Wysiadłem i usłyszałem… Ich krzyki. Takie, których się nie zapomina. Ludzie, zakleszczeni w roztrzaskanych wnętrzach, błagający przez ogień. Nie mogli się ruszyć. Nie mogli się wydostać.

    Plastik z wnętrza topił się jak świeca. Tapicerka dymiła i syczała. Zapach był nie do opisania. Palący się samochód ma swój własny odór — słodkawy, duszący. Ale spalane ciało… to już inna historia. To coś, co wbija się w pamięć i nie puszcza. Nawet jak wciągasz świeże powietrze, czujesz to pod spodem. Kierowcy z innych samochodów i mieszkańcy z nieodległych domów próbowali wyciągać rannych. Bez skutku. Piekielny ogień i nieziemski żar blokował drogę ratownikom.

    I to wszystko działo się tuż obok zielonych pól. Tych pachnących, kwitnących, takich, które kojarzą się z piknikiem, z rodziną, z czymś dobrym. Kontrast był nie do zniesienia.

    Ludzie, którzy wracali z weekendu, zatrzymywali się. Wysiadali z najpierw dziesiątek a potem może i setek aut. Droga była całkowicie zablokowana w obu kierunkach. Nie podchodzili zbyt blisko. Stali w milczeniu. Niektórzy trzymali dzieci za ręce i jakby chcieli zasłonić im oczy. Inni tylko patrzyli. Z niedowierzaniem. Z przerażeniem. Jakby to był zły sen, który wydarza się w biały dzień.

    A ja mówiłem… „Tu mówi Robert Erben i program Nocny Patrol. Obok mnie właśnie zginęło pięć osób w dwóch spalonych samochodach. Droga w stronę Kłodzka jest nieprzejezdna…”. Mówiłem przez radio, na żywo. Głos mi drżał, ręce też. Ale mówiłem. Bo ktoś musiał.

    Strażacy przyjechali prawie od razu. Gasili już jednak nie pożar — gasili ciszę, która rozlała się po tym miejscu jak dym. Ciała wyciągano długo. Powoli. Delikatnie, choć nie było już czego ratować. Tylko spokój trzeba było przywrócić. Jakiś chłopak stał obok i powtarzał szeptem: „To się nie mogło wydarzyć. Przecież to był taki ładny dzień…”

    I rzeczywiście — był. Jakby świat zupełnie nie wiedział, że w jednym punkcie jego mapa właśnie się przepaliła.

    Kiedy kończyłem relację, mój głos cichł. Już nie było co mówić. Tylko patrzyłem. Na zniszczone wraki, na pole pełne zieleni, na ludzi, którzy milczeli, jakby w tej ciszy próbowali odnaleźć jakiś sens. Ale tam nie było nic. Tylko dym, który powoli znikał w wiosennym powietrzu.

    I wtedy zrozumiałem — nie każda historia musi mieć morał. Czasem wystarczy ją opowiedzieć i pozwolić jej wybrzmieć… w ciszy.

  • Cienie przy drodze

    Cienie przy drodze



    Audycja specjalna programu Nocny Patrol – 1 listopada

    — Witam was na antenie. Tu program Nocny Patrol. Mówi Robert Erben.

    Dzisiejsza noc nie jest jak inne. To nie jest noc sygnałów, pożarów, relacji z chaosu. Dziś — nie gonię śmierci. Dziś ją wspominam.

    Pierwszy listopada. Noc jasna, pogodna. Nie ma mgły. Niebo czytelne, jakby samo chciało słuchać. Autostrada A4 jest cicha, rozciągnięta, niemal nierzeczywista.

    W głośnikach cicho płynie muzyka. Lombard – Mr. of America.
    „Kiedy gnasz znów przed siebie… w powodzi deszczu i łez…”
    Ale dziś nie ma deszczu. Tylko czyste powietrze i szum opon na asfalcie.

    Jeep toczy się równym tempem. Światła przecinają pustkę.

    — Dzisiaj chcę wam opowiedzieć nie o tym, co dzieje się teraz. Ale o tych, którzy zostali na tej drodze.

    Zwalniam przy starym wiadukcie.

    — Trzy lata temu. Motocyklista. Yamaha. Leżał przy barierce. Tatuaż na przedramieniu: „Mama.” Pamiętam go, bo kobieta zadzwoniła do radia. Słuchała mnie, zanim jeszcze dowiedziała się od policji.

    W tle słychać szept refrenu:
    „Czerwony smak ryzyka… to zjawia się, to znika…”

    — Kilometr dalej — dziewczyna w czerwonej osobówce. Poślizg. Indeks, bilety do Krakowa. Miała marzenia. Teraz tylko wspomnienie.

    Radio CB szumi. Niepokojąco, miarowo.

    — I chłopiec. Osiem lat. Zginął we śnie, z pluszowym misiem w ramionach. Jego ojciec zasnął za kierownicą. Nie zawsze śmierć krzyczy. Czasem po prostu milczy.

    I wtedy dźwięk. Wiadomość. Głos w słuchawce z redakcji.

    — Robert… dzwonią ludzie. Mnóstwo ludzi. Płaczą do telefonu. Mówią, że czują, jakbyś ich przeprowadzał przez wspomnienia. Jakby przez twoje słowa ich bliscy… wracali. Na chwilę. Na ten wieczór. Jakby byli tuż obok.

    Robert milczy. Dłonie mocniej ściskają kierownicę.

    „Tej autostrady szum głęboki… łaskawie mruczy mu do snu…” — cicho w tle, jakby radio znało jego myśli.

    Jeep zjeżdża na pas awaryjny. 189 kilometr.

    — To było tutaj — mówi. — Ja i mój kolega. Tylko my.

    Maluch. Fiat 126P. Roztrzaskany, wciśnięty w pole. Jakby próbował się schować przed śmiercią.

    — Podbiegłem z gaśnicą. Kolega z apteczką. Latarka w ręku. Światło drżało.

    Zajrzałem od strony pasażera.

    — Ciała zmiażdżone. Nie było ratunku. Ale… jedna rzecz mnie zatrzymała. Kontrolka. Na desce świeciła się lampka akumulatora. Mała, czerwona.

    Włożyłem rękę, żeby wyciągnąć kluczyk. Odciąć napięcie.

    I wtedy to poczułem.

    — Coś ciepłego dotknęło grzbietu mojej dłoni.

    Zamilkł. Głos zadrżał.

    — To były oczy tego mężczyzny. Wypadły z oczodołów. Wisiały na szypułkach. I to właśnie ich dotknąłem. Bezwiednie.

    „A serce złamanych… gorzkie łzy… drążą asfalt szarych dni…” — refren cicho opada, niemal szeptem.

    — Stanąłem. Nie z przerażenia. Z poczucia, że na moment… dosłownie dotknąłem czegoś, co jeszcze chwilę temu patrzyło na świat.

    Jeep rusza z powrotem. Reflektory znów przecinają drogę.

    — Moi koledzy z radia powiedzieli, że ta noc jest inna. Że ludzie płaczą. Że dziękują. Za pamięć. Za głos. Za to, że mogą jeszcze raz… na chwilę… poczuć obecność tych, którzy odeszli.

    Radio CB znowu szumi. Ale teraz… nie brzmi jak zakłócenie. Brzmi jak oddech.

    — Tu Nocny Patrol. Mówi Robert Erben.

    W tle:
    „Ta autostrada sunie szlakiem gwiazd…”

    — Jadę dalej. A oni… oni jadą ze mną.

    Czerwone światła Jeepa nikną w oddali. Noc zostaje. Ale nie sama.